W piątkowe popołudnie, 3 lipca, służby otrzymały zgłoszenie dotyczące braku kontaktu z rodziną mieszkającą przy ulicy Niepodległości w Skawinie (woj. małopolskie). Na miejsce udały się zarówno straż pożarna, jak i policja. Powodem interwencji był niepokój starszego mężczyzny, który od dłuższego czasu próbował bezskutecznie skontaktować się z bliskimi.
Na miejscu okazało się, że drzwi wejściowe do mieszkania są zamknięte od środka. Po siłowym otwarciu funkcjonariusze natrafili na makabryczny widok – zwłoki 59-letniej kobiety jej 27-letniej córki, 35-letniego zięcia i 8-dniowej wnuczki.
Jechał pod prąd po S6. Miał prawie 3 promile
- Mówimy tutaj o babci, o młodym małżeństwie, jak również o ośmiodniowej dziewczynce. Na miejscu trwają oczywiście policyjne oględziny pod nadzorem prokuratora - mówi w rozmowie z o2.pl podinsp. Katarzyna Cisło z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Nad przebiegiem czynności operacyjnych czuwali prokuratorzy. Miejsce zostało zabezpieczone pod kątem dowodowym przez strażaków.
Śledczy biorą pod uwagę hipotezę, według której 35-letni mężczyzna miał pozbawić życia najbliższych, a następnie popełnić samobójstwo. Do tej pory prokuratura nie opublikowała jednak oficjalnego stanowiska w tej sprawie.
- Przy tych wstępnych oględzinach zauważyliśmy obrażenia ciał. Wszyscy mieli zadane rany ostrym narzędziem, nawet noworodek - mówi w rozmowie z o2.pl podinsp. Katarzyna Cisło.
Z relacji policjantki wynika, że starszy mężczyzna, który wezwał służby, jest mężem starszej z kobiet. 59-latka przyjechała pomóc małżeństwu w opiece nad noworodkiem.