Taką karę może dostać Hubert B. Porównał go z Żakiem. Głos karnisty

- Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że 8 lat więzienia to surowa kara - mówi o2.pl karnista prof. Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ekspert tłumaczy, dlaczego Hubert B. raczej nie usłyszy dodatkowych zarzutów i wyjaśnia, czy Łukasz Żak mógł odpowiadać za zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Odnosi się przy okazji do sprawy Sebastiana M.

Mikołaj Małecki porównał Łukasza Żaka i Huberta B.Mikołaj Małecki porównał sprawy Łukasza Żaka i Huberta B.
Źródło zdjęć: © Facebook, PAP, Wikipedia | Facebook, Mikołaj Małecki, PAP
Marcin Lewicki
  • Według art. 177 Kodeksu karnego spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym zagrożone jest karą do 8 lat pozbawienia wolności.
  • Tyle też grozi Sebastianowi M. (mężczyzna miał doprowadzić do śmierci trzech osób na autostradzie A1 w 2023 roku) i Hubertowi B. (jego brawurowa jazda miała doprowadzić do śmierci pary i poważnych obrażeń ich 8-miesięcznego dziecka w Krakowie w sierpniu 2026 roku).
  • Dr hab. Mikołaj Małecki, prof. UJ uważa, że przepisy w Polsce dają możliwość surowego karania za wypadki drogowe. Pokazuje tu przykład Łukasza Żaka, który został skazany na 20 lat więzienia.

- Kary dla drogowych piratów po ostatnich nowelizacjach są dość surowe. Natomiast konieczne jest ich wykorzystywanie - mówi w rozmowie z o2.pl karnista i autor bloga "Dogmaty Karnisty".

Według profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego sądy i prokuratura zdecydowanie za rzadko sięgają przy wypadkach po zabójstwo z zamiarem ewentualnym (zagrożone karą dożywocia), ale w przypadku Huberta B. trudno mówić o wypełnieniu okoliczności tego czynu.


WIDEO
Śmiertelny wypadek w Krakowie. Kierowca doprowadzony do prokuratury


Marcin Lewicki: Czy wypadek Huberta B. można uznać za zabójstwo drogowe? Na ten moment mamy dwie ofiary śmiertelne, brak skruchy, dwukrotne przekroczenie prędkości.

Dr hab. Mikołaj Małecki, prof. UJ: Liczą się niuanse konkretnego przypadku. Musimy przede wszystkim odróżnić dwukrotne przekroczenie prędkości przy ograniczeniu prędkości do 30 km/h, gdy kierowca jedzie 60 km/h, od ograniczenia do 110 km/h, gdy ktoś jedzie 200 km/h.

To znaczy?

Prędkość 60 km/h jest relatywnie niska. Nie jest szokująca. Dlaczego to jest ważne? Bo gdy mówimy o godzeniu się na śmierć uczestnika ruchu drogowego, głównym czynnikiem, jaki powinniśmy uwzględniać, jest prędkość. Jeżeli ona jest szokująca, niebotyczna, taka, która nie ma prawa się zdarzyć nigdy i nigdzie na drodze, możemy mówić o tym, że kierowca od początku godzi się na poważne niebezpieczeństwo. Spójrzmy na Sebastiana M. On jechał z prędkością zbliżoną do startującego samolotu.

W przypadku 70 km/h Huberta B. jest inaczej?

Tak, ponieważ taka prędkość - nawet w ruchu miejskim - nie jest niczym nadzwyczajnym. Kierowca, który jedzie 70 km/h, nawet w przypadku ograniczenia prędkości, nie traci panowania nad pojazdem przez sam fakt rozwinięcia takiej prędkości. I tu mówimy właśnie o nieumyślnym spowodowaniu śmierci, jeśli zdarzy mu się błąd. W przypadku poruszania się z prędkością 300 km/h, kierowca nie ma już żadnej realnej władzy nad niebezpieczeństwem.

W takim razie czy istnieją przepisy, które mogłyby zaostrzyć karę dla Huberta B.? Świadkowie twierdzą, że mężczyzna gwałtownie przyspieszał. Czy te okoliczności mogłyby przełożyć się na zaostrzenie kary np. na zabójstwo z zamiarem ewentualnym?

W przypadku okoliczności, o których Pan mówi, w grę może wejść stosunkowo nowa kwalifikacja prawna. To art. 178d Kodeksu karnego. Przepis ten mówi o rażącym przekroczeniu prędkości i stworzeniu niebezpieczeństwa dla innych uczestników. Jeśli skutkiem takiej jazdy jest śmierć człowieka, kara wzrasta z maksymalnie 8 do 10 lat więzienia. Jednak przepis nie jest precyzyjny.

Co to oznacza?

W przepisie wprost wspomniane jest "rażące przekroczenie" prędkości. Jeśli ktoś przy ograniczeniu do 30 km/h jedzie dwa razy szybciej, raczej można to uznać za rażące przekroczenie przepisów. Kolejną kwestią jest wymóg rażącego naruszenia również innych przepisów. I tutaj trzeba by wskazać, że kierowca np. wyprzedzał na trzeciego, albo wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle.

A umyślne przyspieszanie, gwałtowne naciskanie pedału gazu, żeby wprowadzić auto w ruch? Czy to nie jest element stworzenia niebezpieczeństwa?

Z pewnością szybkie ruszanie z miejsca, czy np. wchodzenie w zakręt z dużą prędkością, to jest naruszenie przepisów ruchu drogowego. Jednak nadal musimy mówić o "rażącym" naruszeniu prędkości czy innych zasad ruchu drogowego. To kontrowersyjne, bo słowo "rażący" jest uznaniowe. Dla jednej osoby "rażące" będzie coś innego niż dla drugiej osoby.

Mamy więc problem, aby to udowodnić. Jeżeli mówimy o wjechaniu na czerwonym świetle, nie mamy wątpliwości, że zasada bezpieczeństwa została rażąco naruszona. Natomiast tutaj tego nie było.

Kolejna kwestia, która musi zostać spełniona, aby Hubert B. miał potencjalnie wyższą karę?

Problemem jest umyślność czynu. Trzeba wykazać, że ta rażąca prędkość, rażące złamanie ruchu drogowego oraz stworzenie niebezpieczeństwa dla przechodniów są zamierzone. Podobnie jest w przypadku zabójstwa z zamiarem ewentualnym, gdzie trzeba ten zamiar udowodnić. Mam wątpliwości, czy jest to do udowodnienia w omawianej sprawie.

Nawet w tak oczywistym przypadku jak wypadek Huberta B.?

Co innego, gdyby jechał 200 km/h. Wtedy godzi się z tym, że całkowicie traci kontrolę nad pojazdem. Wtedy łatwiej udowodnić świadomość oraz fakt, że nie chciał panować nad pojazdem. A niestety w przypadku prędkości 70 km/h potencjalny sprawca może się bronić, że nie znał drogi.

Hubert B. powołuje się na nierówności w drodze.

No właśnie. On może mówić, że nie znał stanu drogi, nie spodziewał się wybrzuszeń, było ślisko etc. Zamiar ustala się indywidualnie. Nie można powiedzieć: każdy kierowca powinien jechać bezpiecznie. Owszem, powinien jechać bezpiecznie, ale to nie oznacza, że miał zamiar narazić pieszych. Zabójstwo z zamiarem ewentualnym czy wspomniane rażące przekroczenie prędkości to przestępstwa umyślne. Dlatego mówimy o nieumyślnym wypadku, za który można skazać go na 8 lat pozbawienia wolności z art. 177 Kodeksu karnego.

Tylko organy ścigania rzadko korzystają z tej umyślności. Sebastian M. czy Łukasz Żak też nie odpowiadają np. za zabójstwo z zamiarem ewentualnym.

W przypadku Łukasza Żaka można było sięgnąć po kwalifikację prawną zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Tam mieliśmy szokującą prędkość, brak zainteresowania jazdą etc. Modelowa sprawa, która umożliwia zaostrzenie kwalifikacji prawnej.

To dlaczego nie sięgnięto po to zabójstwo?

Pytanie brzmi: po co? W przypadku Żaka wystarczyło przypisać mu nieumyślny wypadek, który wraz z okolicznościami zagrożony był karą nawet do 20 lat więzienia. I sąd taką karę mu wymierzył. To kara jak za zabójstwo. Można było sięgnąć po zabójstwo z zamiarem ewentualnym, ale prokuratura stawiając taki zarzut ryzykowałaby, że sąd odrzuci taką kwalifikację prawną. A tak mamy wyrok de facto jak za zabójstwo, bez przyjmowania zarzutu zabójstwa. To łatwiejsza, utarta ścieżka, zakończona sukcesem.

Tylko opinia publiczna tego nie rozumie. Sebastianowi M. za spowodowanie wypadku, gdzie zginęły trzy osoby, grozi 8 lat. Tak samo Hubertowi B. Ludzie pytają: gdzie tu sprawiedliwość?

W kodeksie karnym nie rozróżnia się wypadku drogowego, gdzie ktoś np. zamyśli się czy zagapi za kierownicą i kogoś śmiertelnie potrąci, od sytuacji jak u Sebastiana M. W obu przypadkach grozi kara do 8 lat więzienia. Zacytujmy przepis precyzyjnie: "Kto naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady ruchu…". Czyli przepisy mogą być złamane umyślnie albo nieumyślnie. Ktoś zagapi się, czyli nieumyślnie złamie przepis, a ktoś inny celowo przekroczy prędkość, ale nie ma zamiaru nikogo potrącić. Chce tylko szybko dojechać do celu albo się popisać.

Nie powinno to zostać rozróżnione?

Być może należałoby stworzyć osobny przepis, który mówi o sprawcy, który umyślnie narusza przepisy, a jego skutki są nieumyślne. I wówczas można podnieść sankcję do 10 lat więzienia. Myślę jednak, że społeczeństwo nie zwraca uwagi na jeden, niezwykle istotny aspekt.

Jaki?

Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że 8 lat więzienia to surowa kara. Zastanówmy się, co robiliśmy 8 lat temu i co da się zrobić w ciągu 8 lat życia? W takim czasie można np. urodzić dwójkę dzieci, zmienić trzy razy pracę, ukończyć studia. W sumie zmienić swoje życie. Gdybyśmy spojrzeli na Kodeks karny całościowo, to 8 lat pozbawienia wolności jest karą o średniej wysokości.

Tylko jednak ta kara nie odstrasza bandytów drogowych. Żak, Hubert B. Patryk R. z Łomianek, Paweł Kozanecki, Sebastian M. Wymieniłem tylko najbardziej oczywiste przykłady. Co zrobić, żeby ten problem nie narastał? Czy nie należy np. wprowadzić w końcu do Kodeksu karnego zabójstwa drogowego?

Uważam, że nie jest winny Kodeks karny, tylko praktyka stosowania prawa. Kary dla drogowych piratów po ostatnich nowelizacjach są dość surowe. Natomiast konieczne jest ich wykorzystywanie. Po wyroku dla Łukasza Żaka wielu prawników powiedziałoby, że sędzia kolokwialnie mówiąc "poszedł po bandzie". Moim zdaniem wyrok jest słuszny. 20 lat pozbawienia wolności w Polsce mieści się w ramach kary za klasyczne zabójstwo Czyli ustawodawca dał możliwość karania drogowych piratów za wypadek tak, jakby byli zabójcami.

Kodeks karny to ustawa, która wiąże prawników. Jeżeli dany czyn powinien być nazwany zabójstwem, to prokurator powinien taką interpretację przyjąć i ją udowodnić przed sądem. Wszystko zaczyna się od aktu oskarżenia. Niech sędzia zmierzy się z tym zarzutem. Trzeba używać przepisów, które obowiązują, a nie co chwilę je zmieniać. Wypadek drogowy może przytrafić się każdemu, nawet pieszy może być jego sprawcą. Wrzucanie wszystkich do jednego wora nie jest sprawiedliwe. Istotne jest więc to, żeby prokuratorzy i sędziowie odpowiednio patrzyli na Kodeks karny. Zmienili swój sposób patrzenia na ruch drogowy. Widzieli, że pirat drogowy, który jedzie z szokującą prędkością, to nie jest przypadkowy gapowicz, któremu zdarzył się błąd, tylko bliżej mu do zabójcy.

Wybrane dla Ciebie