Jowita Zielińska zaginęła 6 lipca 2024 roku. Z ustaleń policji wynikało, że kobieta jechała rowerem drogą z Rojewa do Lisin, gdzie mieszkała. Tam ślad po niej zaginął. Mimo szeroko zakrojonych poszukiwań śledczy nie byli w stanie odszukać 31-latki.
Zwrot nastąpił w sobotę 18 lipca. Jak udało nam się ustalić, ok. godz. 19:00 szczątki kobiety znalazło dwóch grzybiarzy z pobliskiego Rypina. Mężczyźni zauważyli coś, co przypominało ludzkie kości. Były zakopane przy samej drodze. Przybyli na miejsce policjanci znaleźli również pozostałe szczątki ciała, a także przedmioty, które mogły należeć do zaginionej kobiety.
Na obecnym etapie mogę powiedzieć, że z dużym prawdopodobieństwem szczątki znalezione w lesie należą do zaginionej - mówiła o2.pl prokurator Małgorzata Kręcicka z Prokuratury Okręgowej we Włocławku.
Miejscowi w rozmowach z o2.pl podkreślają, że Jowita Zielińska była znana przez osoby z Lisin i Rojewa. Nazywają ją "pracowitą", "uczynną", ale też skrytą. Podkreślają, że "życie jej nie oszczędzało". Kobieta dzieciństwo spędziła w domu dziecka. Jej mąż zmarł na raka, gdy ustabilizowała sobie życie.
Pomieszkiwała z teściową. Grzeczna, uczynna dziewczyna. Nigdy by nikomu nie wsiadła do samochodu. Wrogowie? Raczej nie sądzę. Chociaż moim zdaniem to zrobił ktoś z miejscowych. Ludzie też tak mówią. Motyw? Może przypadkowo samochodem ktoś ją uderzył - mówi w rozmowie z o2.pl bezpośredni sąsiad kobiety.
Mężczyzna zwraca uwagę, że po drodze, na której zginęła kobieta, porusza się wiele samochodów. Auta jeżdżą dość szybko. To trasa prowadząca nad okoliczne jezioro. Poza rejestracjami z okolic Rypina nie brakuje też pojazdów z Golubia-Dobrzynia, Lipna, Włocławka, a nawet Torunia i Warszawy.
Morderstwo? "Trochę się boimy"
Mieszkańcy nie chcą ujawniać swojego wizerunku. Podają tylko imię. Część otwarcie mówi, że "się boi". Inni obawiają się wytykania przez sąsiadów palcami. Rojewo zamieszkuje 250 osób. W Lisinach mieszka 50. - Tu się wszyscy znają - tłumaczy Sławomir, mieszkaniec Rojewa.
Nie chcę siać plotek. To jednak dziwne, że u nas ktoś ginie, a później się okazuje, że jego kości są w lesie. Nie wierzę, że one leżały tam dwa lata. Policjanci szukali metr po metrze, przetrzepywali wszystko. I co? Teraz nagle znaleźli kości? Trochę się boimy, bo nikt morderstwa nie wyklucza. No, ale wszystko mam nadzieję wyjaśnią - tłumaczy mężczyzna w rozmowie z o2.pl.
Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że policja na razie nie wyklucza, że szczątki podłożono w miejsce, gdzie zostały znalezione. Rower kobiety leżał ok. 4 km od miejsca zamieszkania Jowity Zielińskiej. Szczątki leżały z kolei ok. 300 metrów od jej domu.
Tu jeździ dużo samochodów. Ktoś w nią wjechał i się przestraszył? Nie wiem. Nie podejrzewam, żeby ktoś z premedytacją ją zabił. Ona nie miała wrogów - dodaje z kolei w rozmowie z o2.pl Mirosław, mieszkaniec Rojewa.
Teraz śledczy będą ustalać, czy znalezione szczątki na pewno należą do Jowity Zielińskiej. W tym celu wykonana zostanie sekcja zwłok i badania DNA.