To nie był domowy kotek. Eksperci komentują ujęcia z Gdyni
W styczniu na jednym z gdyńskich osiedli widziano... rysia. Nagranie dokumentujące odwiedziny tego niezwykłego gościa, trafiło do sieci. Jak to się stało, że "duch lasu", stroniący od kontaktu z człowiekiem, przechadzał się w pobliżu domów? - Styczniowa obserwacja rysia w Trójmieście to zdecydowanie rzadkość - podkreśla dr Joanna Bloch-Orłowska z Nadleśnictwa Gdańsk w rozmowie z o2.pl.
Krótki ogon, masywne łapy, duże trójkątne uszy - już na pierwszy rzut oka widać, że zwierzę, które pojawiło się w styczniu na jednym z gdyńskich osiedli, z pewnością nie jest kotem domowym. Mieszkanka miasta może zatem mówić o niemałym szczęściu: wypatrzyła rysia spacerującego w pobliżu domów. Niezwykłe nagranie pojawiło się na oficjalnym profilu Nadleśnictwa Gdańsk.
Tym razem ryś został zaobserwowany na jednym z gdyńskich osiedli sąsiadujących z kompleksem leśnym. Jego pojawienie się traktowałabym wyłącznie jako ciekawostkę. Dzikie zwierzęta niekiedy zaglądają do miast. Zwykle są to dobrze nam znane dziki i lisy, rzadko sarny czy jelenie, a niekiedy trafia się taki wyjątkowy gość jak ryś - mówi nam dr Joanna Bloch-Orłowska, rzeczniczka Nadleśnictwa Gdańsk.
Ryś euroazjatycki jest największym dzikim kotem żyjącym w Polsce, a zarazem - jednym z najbardziej tajemniczych drapieżników naszych lasów. Jest zwierzęciem skrytym, płochliwym, unikającym ludzi. Dzień zwykle spędza w kryjówkach, a w nocy wychodzi na żer.
Trudno spotkać rysia w jego naturalnym środowisku. Jeszcze trudniej wypatrzyć go na osiedlu w Gdyni.
Styczniowa obserwacja rysia w Trójmieście to zdecydowanie rzadkość. W okolicy te zwierzęta nie mieszkają, natomiast mogą, podobnie jak wilki, bez większego problemu przemieszczać się na duże odległości. Ostatnie informacje o tym gatunku w naszych okolicach pochodzą z 2020 r. - podkreśla dr Bloch-Orlowska. - Jego obecność w naszym regionie jest prawdopodobnie związana z prowadzonym od lat naukowym projektem reintrodukcji rysia euroazjatyckiego na w Polsce północno-zachodniej - dodaje.
"Nikt ich do tej pory nie policzył"
Również Edward Marszałek - leśnik i rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie w rozmowie z o2.pl podkreśla, że "rysie z programu reintrodukcji były zsynantropizowane - szukały jedzenia wśród ludzi".
Może to być tego typu zachowanie - wyjaśnia nam leśnik z Krosna, dopytywany o nietypowe odwiedziny na gdyńskim osiedlu. - U nas rysie prowadzą na tyle skryty tryb życia, że rzadko zaglądają między domy. Jeśli tak się zdarzy, to jest to chory ryś lub taki, który został opuszczony przez matkę i szuka pożywienia wśród ludzi. W takich przypadkach rysie trafiają do ośrodków dla dzikich zwierząt, bo trzeba im pomóc, a potem ewentualnie myśleć o tym, żeby powróciły do naturalnego środowiska - tłumaczy.
W Polsce występują dwie populacje rysia: karpacka (m.in. właśnie w Bieszczadach i Beskidach) oraz bałtycka, w północnej części kraju. Ponieważ ryś jest zwierzęciem nielicznym (przyczyniła się do tego m.in. działalność człowieka - wycinka lasów, budowa dróg, kłusownictwo), wymaga ścisłej ochrony. Akcje reintrodukcji podjęto, by odbudować populację rysiów i zwiększyć ich liczebność.
Według szacunków, w całym kraju mamy obecnie jedynie ok. 200-300 osobników.
Nikt ich do tej pory nie policzył - zaznacza Edward Marszałek. - Oczywiście mamy jakieś szacunki, obserwacje z fotopułapek i zbieranych śladów pozostawianych przez rysie, ale jeśli chodzi o tego typu badania, to wszystko przed nami - dodaje.
Jak słyszymy, w tym tygodniu rozpoczęły się nawet warsztaty "tropicieli" rysiów. Wytypowanych zostało osiem nadleśnictw, które biorą udział w programie identyfikacji śladów, tropów i zachowań tych zwierząt. - Polega to na rozpoznaniu terenu, na którym bytują rysie i na zakładaniu fotopułapek na trasach ich przejść. Chodzi o identyfikację osobników na podstawie cętek, bo jak się okazuje, u każdego rysia cętki na futrze są inne. A dzięki temu, że są niepowtarzalne, możemy identyfikować osobniki - podkreśla leśnik.
Jeśli chodzi o populację podkarpacką, to ona wyraźnie rośnie. Kiedyś rysie można było spotkać w okolicach Bieszczadzkiego Parku Narodowego, a dzisiaj notowane są w 20 nadleśnictwach. Trzeba jednak zaznaczyć, że to mogą być te same rysie: jeden ryś potrzebuje nawet setek kilometrów kwadratowych przestrzeni - wyjaśnia Edward Marszałek.