Toksyczne dziedzictwo wojny. Tony zalegają na dnie Bałtyku
Na dnie Bałtyku leżą tysiące ton powojennej amunicji z bojowymi środkami trującymi. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, naukowcy ostrzegają, że korozja pojemników zwiększa ryzyko uwalniania toksyn.
Najważniejsze informacje
- Szacunki z projektu CHEMSEA mówią o ok. 50 tys. ton amunicji chemicznej w Bałtyku.
- Największe składowiska to Głębia Bornholmska i Głębia Gotlandzka; zagrożenie rośnie wraz z korozją.
- Inwestycje morskie (farmy wiatrowe, kable, gazociągi) wymagają szczegółowych badań dna i oceny ryzyka.
20 maja obchodzony jest Europejski Dzień Morza – inicjatywa Unii Europejskiej z 2008 r., która ma podkreślać znaczenie mórz dla gospodarki i ochrony ekosystemów. W tym kontekście powraca temat zatopionej po II wojnie światowej broni chemicznej w Bałtyku. Jak podaje PAP, naukowcy od lat alarmują, że skorodowane pojemniki mogą uwalniać do środowiska iperyt siarkowy czy związki arsenu, co stanowi realne zagrożenie dla przydennych organizmów i ludzi pracujących na morzu.
Według danych z międzynarodowego projektu CHEMSEA (2011–2014) do morza trafiło ok. 50 tys. ton amunicji zawierającej bojowe środki trujące. W ładunkach znajdowały się m.in. iperyt siarkowy, tabun, adamsyt i chloroacetofenon. Substancje te po kontakcie mogą powodować ciężkie uszkodzenia skóry i układu oddechowego, a po uwolnieniu do środowiska długo utrzymują się w osadach. Badania w rejonach zatopień wykrywały produkty rozpadu tych związków zarówno w osadach, jak i w organizmach przydennych.
"Pirania" widziana w Bałtyku. Prototyp podwodnego drona w akcji
Źródłem problemu były decyzje aliantów po zakończeniu II wojny światowej. Ogromne zapasy niemieckiej broni chemicznej zatapiano w morzach europejskich, także w Bałtyku, głównie w drugiej połowie lat 40. XX w. Dokumentacja była niepełna, a praktyki odbiegały od dzisiejszych standardów – amunicję wyrzucano w beczkach i skrzyniach, zdarzało się także zatapianie całych statków z ładunkiem.
To największe składowisko
Największe składowisko to rejon Głębi Bornholmskiej – szacunki mówią o ok. 35 tys. ton broni z ok. 13 tys. ton bojowych środków trujących, na głębokości 70–105 m. Duże depozyty znajdują się także w Głębi Gotlandzkiej (co najmniej 2 tys. ton na 80–100 m), a oficjalnymi punktami zatopień były też południowa część Małego Bełtu i rejon Głębi Gdańskiej. Instytut Oceanologii PAN zwraca uwagę, że część ładunków mogła trafiać do morza poza wyznaczonymi obszarami podczas transportu, co utrudnia pełne mapowanie zagrożeń.
Przez dekady dokumenty dotyczące tych operacji były utajnione, a ujawniono je dopiero pod koniec XX w. Skutkiem są luki w wiedzy o dokładnych lokalizacjach i stanie technicznym amunicji. Dodatkowo część pojemników przykryły osady denne lub zostały przemieszczone przez prądy i działalność człowieka. Kluczowym wyzwaniem jest dziś postępująca korozja metalowych osłon, która zwiększa ryzyko rozszczelnienia i skażenia lokalnych ekosystemów.
Farmy wiatrowe, kable i gazociągi. Nowe wyzwania dla bezpieczeństwa
Rozwój infrastruktury morskiej nadał sprawie nowy wymiar. Budowa farm wiatrowych, gazociągów i kabli podmorskich wymaga wierceń, kotwienia i prac geotechnicznych, które mogą przypadkowo naruszyć skorodowane obiekty. Dlatego projekty badawcze, takie jak CHEMSEA, DAIMON oraz realizowany obecnie MUNIMAP, koncentrują się na monitoringu dna, mapowaniu miejsc zatopień, wykrywaniu amunicji i ocenie ryzyka. Równolegle analizowane są scenariusze neutralizacji najbardziej niebezpiecznych ładunków.
Naukowcy podkreślają jednak ograniczenia interwencji. Masowe wydobywanie broni chemicznej może być bardziej ryzykowne niż jej pozostawienie pod stałym nadzorem – każda operacja zwiększa bowiem prawdopodobieństwo rozszczelnienia i rozprzestrzeniania skażonych osadów. W 2021 r. Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą do współpracy państw regionu i instytucji UE oraz do intensyfikacji badań nad bezpiecznymi metodami ograniczania zagrożeń.
Co mówią eksperci Instytutu Oceanologii PAN
Przez lata zakładano, że niska rozpuszczalność części bojowych środków trujących i procesy chemiczne w wodzie zmniejszą ryzyko dla środowiska. Coraz więcej wyników badań wskazuje jednak, że zatapianie broni chemicznej nie rozwiązało problemu.
Zatapianie broni chemicznej nie doprowadziło do neutralizacji problemu, lecz jedynie odsunęło go w czasie i przestrzeni - podkreślają eksperci Instytutu Oceanologii PAN