Totalne wariactwo! Włosi dosłownie oszaleli. Aż się proszą o koronawirusa
Zero zasad bezpieczeństwa i nieprzebrane tłumy na ulicach Neapolu. Szaleństwa Włochów podczas pierwszego weekendu bez zakazów związanych z koronawirusem nie powstrzymały nawet słone mandaty wlepiane przez policjantów. To najlepsza droga do wybuchu drugiej fali epidemii!
Wystarczyło im pozwolić wyjść z domów i zdjąć maseczki i już rozpoczęło się istne wariactwo. Policjanci patrolujący ulice w Neapolu nie nadążali wypisywać mandatów, ale to i tak nie powstrzymało krnąbrnych Włochów przed tłumnymi spacerami po nadmorskiej promenadzie.
Karolina Gilon już myśli o DRUGIM DZIECKU?! "Nie ma kategorycznego: NIE" (WIDEO)
Gdy władze rozluźniały obostrzenia, na pewno nie spodziewały się, że otworzą istną puszkę Pandory. Niestety, mieszkańcy Neapolu do serc wzięli sobie przysłowie o braniu całej ręki, gdy dawany jest tylko palec. Gdy tylko pozwolono im na spacery w godzinach 6.30 do 8.30 rano i 19-22, ulice zaroiły się od spragnionych powietrza tłumów.
Nie jest absolutnie dozwolona aktywność bez żadnych ograniczeń, bez ochrony, chaotyczna. Siły porządkowe i straż miejska zostały poproszone o egzekwowanie rygorystycznego przestrzegania rozporządzenia - komentował Vincenzo De Luca, przedstawiciel regionalnych władz, cytowany we wtorek przez lokalny dziennik "Il Mattino".
Mieszkańcy Neapolu mogli spacerować tylko w pobliżu swoich mieszkań. Z tego zalecenia nic sobie jednak nie zrobili. Na ulice miasta wysłano nawet policję, ale nawet słone mandaty nie pomogły w powstrzymaniu dantejskich scen. Wygląda na to, że ponad 230 tys. przypadków i 32 tys. zgonów spowodowanych koronawirusem we Włoszech niewystarczająco zadziałały na ludzką wyobraźnię.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.
Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.