W Szkole Podstawowej nr 191 przy ul. Bokserskiej w Warszawie trwa dyskusja dotycząca liczby uczniów z zagranicy. Jak opisuje "Gazeta Wyborcza", jeden z rodziców zwrócił uwagę, że w niektórych klasach nawet połowę uczniów stanowią dzieci z Ukrainy oraz innych krajów. Jego zdaniem tak duża koncentracja utrudnia integrację, a część polskich rodzin wybiera z tego powodu inne szkoły.
Dyrekcja placówki nie zaprzecza, że odsetek zagranicznych uczniów jest wysoki. Wyjaśnia jednak, że wynika to przede wszystkim z obwodu szkoły, który obejmuje dużą część warszawskiego Mokotowa. W tej okolicy mieszka wiele rodzin z Ukrainy, Białorusi, Indii i innych państw.
O polskiej szkole piszą także ukraińskie media. Jak podkreśla antikor.info, szkoła ma obowiązek przyjąć dzieci zameldowane lub przypisane do jej rejonu. To oznacza, że liczba uczniów z różnych państw wprost przekłada się na to, jak wyglądają składy poszczególnych klas.
WIDEONowy etap na południu Libanu. Armia rozpoczęła rozmieszczanie sił
Władze placówki zaznaczają, że w większości klas uczniowie różnych narodowości uczą się razem i utrzymują koleżeńskie relacje, a poważne konflikty na tle narodowościowym nie występują.
Szkoła organizuje dodatkowe zajęcia z języka polskiego. Wsparcie zapewniają także asystenci międzykulturowi oraz psycholog - podkreślają dziennikarze z Ukrainy.
Do sprawy odniósł się również ekspert fundacji "Ukraiński Dom" Ołeksandr Piestrikow, który wskazał na pewne zagrożenia.
Zbyt duża liczba dzieci jednej narodowości w klasie nie sprzyja integracji - ocenił. W jego opinii z czasem mogą się tworzyć dwie odrębne grupy uczniów: polska i ukraińska.
Po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej do Wielkiej Brytanii wyjechały setki tysięcy Polaków, a tamtejsze szkoły stanęły przed podobnym wyzwaniem. Problem próbowano rozwiązać poprzez organizację dodatkowych lekcji języka angielskiego, przygotowanie nauczycieli do pracy z dziećmi migrantów oraz zatrudnianie specjalistów posługujących się językami nowych uczniów.