"Fakt" opisuje wstrząsające okoliczności zbrodni w Chojnie (woj. zachodniopomorskie). Do przestępstwa doszło w poniedziałek (20 lipca). Z ustaleń śledczych wynika, że to 19-latek mógł zamordować swoją matkę. Został zatrzymany trzy godziny po ujawnieniu ciała.
W rozmowie z "Faktem" sąsiedzi kobiety tłumaczą, jak doszło do morderstwa. 19-latek miał spać u matki w nowo wybudowanym domu. Kobieta spała w innym budynku i dopiero nad ranem poszła do nastoletniego syna.
Ciało kobiety znalazła jej matka i siostra wraz z krewnym. Na miejscu pojawili się też sąsiedzi.
W pamięci sąsiadów został przerażający krzyk siostry zamordowanej kobiety. Wołała, aby ktoś wezwał karetkę. Mieszkańcy Chojny, którzy próbowali pomóc, zobaczyli przerażający widok. Wszędzie była krew. Ciało zamordowanej kobiety leżało z rozbitą głową.
Wszędzie była krew, nie wiedzieliśmy nawet, jak ją ratować. Próbowaliśmy ułożyć na boku. Wyglądało to tak, jakby ktoś uderzał jej głową o podłogę - powiedział jeden z sąsiadów w rozmowie z "Faktem".
Sąsiedzi i rodzina zauważyli, że na miejscu nie było 19-letniego syna ofiary. Nastolatka zatrzymali funkcjonariusze z pobliskiego Gryfina.
Do akcji skierowano funkcjonariuszy pionu prewencji, przewodników z psami tropiącymi oraz zespoły wykorzystujące bezzałogowe statki powietrzne (drony). Do działań włączono również oddział prewencji policji ze Szczecina, który wspierał poszukiwania i zabezpieczenie terenu - powiedział w rozmowie z "Faktem" oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Gryfinie, asp. Jakub Kuźmowicz.
Sąsiedzi kobiety nie mają pojęcia, dlaczego mogło dojść do tragedii. Mówią, że 19-latek był "raczej spokojnym chłopcem". Jedyne co ich zaniepokoiło, to że w ciągu ostatnich tygodni młody mężczyzna znacznie schudł.