Wybory na Węgrzech. Jest nowy sondaż. Orban nad przepaścią
Węgierskie media publikują ostatnie sondaże przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi. Z nowego badania Instytutu Publicus wynika, że rośnie przewaga opozycyjnej partii TISZA Petera Magyara. Viktor Orban po 16 latach może pożegnać się z fotelem premiera i władzą. Wśród zdecydowanych wyborców Fidesz przegrywa nawet o 13 punktów procentowych.
12 kwietnia odbędą się wybory parlamentarne na Węgrzech. Viktor Orban i jego partia Fidesz mogą pożegnać się z władzą.
Kolejne sondaże wskazują na zwycięstwo opozycyjnej partii TISZA Petera Magyara. Analitycy Research Center pod koniec marca szacowali, że obecna opozycja może uzyskać nawet 900 tys. głosów przewagi.
Na zlecenie węgierskiego dziennika Népszava, Instytut Publicus zrealizował kolejne, jedno z ostatnich badań przed niedzielnymi wyborami. Z sondażu wynika, że TISZA ma 38 proc. poparcia, a Fidesz 29 proc.
Zdecydowanie korzystniej wygląda odsetek osób zdecydowanych mających już wybraną partię, na którą będą głosować. To 52 do 39 na korzyść ugrupowania Magyara. Jak wynika z sondażu, w ciągu niespełna dwóch tygodni poparcie dla TISZY wzrosło o 2 punkty procentowe, a u niektórych wyborców nawet o 4.
95 procent wyborców Tiszy i 90 procent wyborców Fideszu stwierdziło, że na pewno pójdzie głosować - cytuje serwis "24.hu" wyniki badań sondażowych. 76 proc. Węgrów jest pewnych, że zagłosuje w wyborach, a 62 proc.
Wyborcy opozycji zrzucili z siebie ciężar poprzednich porażek wyborczych i wierzą, że w końcu mogą pokonać Fidesz. Tama pęka - powiedział dziennikowi Népszava, szef Instytutu András Pulai.
Badanie przeprowadzono w dniach 7-9 kwietnia, przepytano 1004 osoby.
Ordynacja wyborcza na Węgrzech
Dominik Hejj specjalizujący się w tematyce węgierskiej podkreśla, że wysokie poparcie dla TISZY w sondażach nie gwarantuje przejęcia władzy, a o ostatecznym wyniku przesądzi specyficzna matematyka.
Jak zaznaczał w artykule w Wirtualnej Polsce, główne starcie na Węgrzech rozegra się w 106 jednomandatowych okręgach (JOW-ach). System opiera się na skomplikowanym transferze głosów na listę krajową, z której rozdziela się pozostałe 93 mandaty. Przewiduje on rekompensaty dla obu stron: głosy oddane na pokonanych kandydatów zasilają w całości ogólnokrajowe konto ich partii, ale także zwycięzca przekazuje swojej formacji "nadwyżkę" – czyli głosy powyżej liczby niezbędnej do pokonania rywala.
System ma być skrojony pod Fidesz. W swoich bastionach partia Orbána deklasuje rywali, generując ogromną premię za zwycięstwo. - Tam z kolei, gdzie triumfuje opozycja, kandydaci władzy i tak notują na tyle dobre wyniki, że porażka przynosi Fideszowi potężną pulę głosów przegranych – nierzadko większą niż nadwyżka, jaką zyskuje zwycięska opozycja - tłumaczy Dominik Hejj.