Fałszywe alarmy. Ekspert: sam numer telefonu to za mało
Prokuratura zna już numer telefonu, z którego wysłano fałszywe zgłoszenie przez aplikację "Alarm 112" do mieszkania matki prezydenta, ale to wciąż za mało, by wskazać sprawcę. Jak podkreśla dr Łukasz Olejnik, ustalenie numeru nie przesądza jeszcze o tożsamości osoby stojącej za incydentem.
Najważniejsze informacje
- Prokuratura w Gdańsku bada fałszywe zgłoszenie wysłane przez aplikację Alarm 112 z ustalonego numeru – informuje PAP.
- Ekspert Łukasz Olejnik podkreśla, że identyfikacja numeru nie oznacza automatycznie identyfikacji sprawcy.
- Policja notuje serię podobnych incydentów; część osób, do których prowadzą ślady techniczne, sama pada ofiarą podszycia.
W sobotni wieczór służby siłowo weszły do mieszkania w Gdańsku należącego do matki prezydenta Karola Nawrockiego. Zdarzenie okazało się efektem fałszywego alarmu. Według PAP Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła śledztwo i ustaliła, że zgłoszenie wysłano przez aplikację "Alarm 112" z konkretnego numeru. Rzecznik prokuratury Mariusz Duszyński przekazał, że nad sprawą pracują śledczy, gromadząc materiał dowodowy.
Aplikacja Alarm 112 służy do zgłaszania zdarzeń, gdy nie można zadzwonić pod 112. Rejestracja wymaga imienia i nazwiska, adresu e-mail, numeru telefonu i PESEL, a także weryfikacji SMS oraz zgody na lokalizację urządzenia. Jak zwraca uwagę ekspert cytowany przez PAP, dr Łukasz Olejnik z King's College London, sama identyfikacja numeru nie rozwiązuje sprawy.
Przejechał kobietę. Tak zachował się potem. Nagranie ze Śląska
Ustalenie numeru telefonu nie musi oczywiście oznaczać ustalenia sprawcy. Teraz trzeba by ustalić, kto realnie użył aplikacji, konta, numeru, urządzenia - zauważył ekspert.
Numer może nie prowadzić do sprawcy
Dr Olejnik podkreśla, że numer może prowadzić zarówno do sprawcy, jak i do osoby wykorzystanej przez przestępców. - To już podszycie się pod osobę lub użycie cudzej tożsamości. SMS-owa weryfikacja numeru dowodzi głównie tego, że ktoś miał dostęp do tego numeru w momencie rejestracji. Dane wciąż mogą pochodzić z jakiegoś wycieku, urządzenie mogło zostać skradzione itp. – wskazuje. Tłumaczy też, że podobne przypadki pokazują ograniczenia "pierwszego śladu technicznego", który często wiedzie do osoby poszkodowanej, a nie sprawcy.
W ostatnich dniach o skali problemu informował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, sygnalizując serię fałszywych zgłoszeń dotyczących dziennikarzy i osób publicznych związanych z prawicą. Policja interweniowała m.in. w mieszkaniu redaktora naczelnego TV Republika po zgłoszeniu o rzekomym zagrożeniu życia osoby nieletniej – okazało się bezpodstawne. Jak podała następnie Komenda Stołeczna Policji, zatrzymany w tej sprawie 53-latek sam miał paść ofiarą nieuprawnionego wykorzystania danych i dostępu do poczty.
Spoofing zamiast "zhakowanego" telefonu
Zjawisko podszywania się – spoofing – polega na prezentowaniu fałszywej tożsamości przy użyciu numeru telefonu, adresu e-mail lub IP. Jak opisuje serwis specjalizujący się w cyberbezpieczeństwie, do takiego podszycia dochodzi często przez serwisy internetowe oferujące tę usługę, a nie przez włamanie na telefon ofiary. Dr Olejnik dodaje, że dane użytkowników trafiają w ręce przestępców z wielu źródeł, w tym wycieków i phishingu. Zaleca higienę cyfrową, jak menedżer haseł i uwierzytelnianie wieloskładnikowe, ale zaznacza ograniczenia: "Ale jeśli dane pochodzą z jakiegoś dużego wycieku danych, to nic się na to nie poradzi".
MSWiA informowało 18 maja, że między 10 a 15 maja odnotowano 12 interwencji powiązanych ze zgłoszeniami o ładunkach wybuchowych lub zagrożeniu życia i zdrowia. Według dr. Olejnika intencje sprawców nie są jasne, natomiast widoczne są skutki: angażowanie służb, zakłócanie pracy instytucji, chaos informacyjny i kierowanie podejrzeń na niewinne osoby.
To mogą być więc osoby, którym zależy na takich efektach. Na utrudnieniu ludziom życia, na ośmieszeniu państwa, na wywołaniu reakcji – podsumowuje ekspert.