Na nagraniu opublikowanym przez Nadleśnictwo Smolarz leśniczka ostrzega przed rośliną, która coraz mocniej rozpycha się w tamtejszym ekosystemie. – Wygląda niepozornie. Prawda? Tak naprawdę to inwazyjny gatunek obcy – powiedziała w nagraniu dotyczącym tawuły kutnerowatej.
Nadleśnictwo Smolarz właśnie rozpoczyna walkę z tym gatunkiem w ramach projektu GMOK – Lasy dla mokradeł. Dlaczego w nadleśnictwie roślina uznawana jest za "wroga numer 1"? Jak podkreślono w nagraniu, problem zaczyna się od wody. Siedliska na tym terenie działają jak naturalna "gąbka retencyjna", ale – jak alarmują leśnicy: "Tawuła dosłownie wypija wodę z torfowiska, prowadząc do jego wysuszenia".
Monitoring ujawnia kłusownika. Tak złapano 76-letniego kłusownika
To jednak nie wszystko. Jak dodano w materiale: tawuła to "monokulturowy agresor". Tworzy ona tak gęste zarośla, które odcinają dopływ światła, przez co giną unikalne gatunki występujące na torfowiskach. Leśniczka dodaje, że walka z gatunkami obcymi "nie jest ekologicznym kaprysem, ale ustawowym obowiązkiem każdego właściciela i zarządcy gruntu".
"Uciekła" z upraw
Tawuła kutnerowata pochodzi z Ameryki Północnej, gdzie naturalnie porasta wilgotne tereny, torfowiska i bagienne lasy. Do Europy trafiła jako roślina ozdobna już w XVIII wieku, a w Polsce pierwsze jej nasadzenia odnotowano na początku XIX wieku w ogrodach botanicznych. Z czasem zaczęła "uciekać" z upraw i kolonizować środowiska naturalne, szczególnie na zachodzie kraju, gdzie znalazła idealne warunki do ekspansji.
Problem polega na tym, że poza swoim rodzimym zasięgiem nie ma naturalnych wrogów, którzy ograniczaliby jej rozrost. W europejskich warunkach, zwłaszcza na wilgotnych i kwaśnych glebach torfowiskowych, rośnie wyjątkowo szybko i tworzy zwarte, jednogatunkowe zarośla. To właśnie ta "przewaga" sprawia, że w wielu regionach – w tym w Polsce – uznawana jest za gatunek inwazyjny o wysokim ryzyku dla rodzimych ekosystemów.