Zaginięcie Grażyny Kuliszewskiej. Nowe fakty
Miała lecieć z Polski do Londynu, gdzie mieszka z nią mąż i 5-letni synek. Do domu w Anglii jednak nie dotarła. Jak teraz ustalili dziennikarze, Grażyna Kuliszewska nie dojechała nawet na lotnisko Kraków-Balice, z którego miała wylatywać 4 stycznia.
Okazuje się, że sprawa zaginięcia Grażyny Kuliszewskiej ma kilka tajemniczych wątków. Kobieta przyleciała do Polski na Boże Narodzenie i Nowy Rok. W tym czasie miała przepisać prawa do nieruchomości na męża Czesława. W zamian miała od niego otrzymać 15 tys. funtów. Według mężczyzny Grażyna od dłuższego czasu domagała się od niego pieniędzy.
100 tys. zł nagrody za pomoc w odnalezieniu kobiety. Taką kwotę ofiarował Kurd o imieniu Sardar. Początkowo uważano, że to znajomy zaginionej. Dziennikarze "Faktu" i "Onetu" ustalili jednak, że był on kochankiem Grażyny, z którym potajemnie miała spotykać się od dwóch lat. Sardar miał oczekiwać, że kobieta odejdzie od męża, twierdzi, że miała przygotowane już papiery rozwodowe.
Sceny na S19. Za kierownicą 20-letni Ukrainiec. Nagle wysiadł z auta
Nagranie rzuci światło na sprawę? Dziennikarze otrzymali nagranie, na którym rzekomo słychać, jak mąż Grażyny wyzywa ją i jej grozi. Zapis awantury miał trafić w ręce policji. Śledczy mają sprawdzić, czy to nie mąż stoi za zaginięciem 35-letniej Polki.
Sprawę bada też prywatny detektyw. Bartosz Weremczuk ustalił, że kobieta niedawno wzięła w banku "pokaźną pożyczkę". Czesław twierdzi natomiast, że kobieta w nocy przed zaginięciem była zdenerwowana. Rano już nie było jej w domu w Borzęcinie, a mężczyzna otrzymał wiadomość, że zobaczy żonę w Londynie. Po powrocie do Anglii nie zastał jednak kobiety i zgłosił zaginięcie na policję.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.