Wojna w Iranie jak gra komputerowa. Kontrowersyjny przekaz Białego Domu
informacyjnym Od początku ataków USA i Izraela na Iran w komunikatach Białego Domu pojawiają się odniesienia do gier komputerowych, memów i popkultury. Taki sposób opisywania wojny przez administrację w Waszyngtonie oraz bombastyczny język używany przez jej urzędników wywołują kontrowersje.
Najważniejsze informacje
- Biały Dom publikuje filmiki z memami i nawiązaniami do gier, promując operację przeciw Iranowi.
- Krytycy, w tym weterani i politycy, zarzucają Administracji trywializowanie wojny.
- Według sondażu dla NPR, 56 proc. Amerykanów sprzeciwia się wojnie z Iranem.
Pierwsze dni operacji USA i Izraela przeciw Iranowi przyniosły nową strategię komunikacji. Urzędnicy Białego Domu mieszają nagrania z realnych uderzeń z motywami z popkultury i gier. Jak relacjonuje Polska Agencja Prasowa, w sieci pojawiły się krótkie klipy zestawiające obrazy ataków z memami, scenami z filmów, sportu i gier.
W jednym z materiałów widzimy postać z gry "Call of Duty", po czym na ekranie pojawiają się nagrania z dronów i spadające bomby. Podpis brzmi: "Dzięki uprzejmości czerwono-biało-niebieskich". To element serii publikacji związanych z operacją "Epicka Furia". W innych klipach realne uderzenia przeplatają się z ujęciami z "Spongeboba kanciastoportego", "Grand Theft Auto", hollywoodzkich produkcji, czy różnych dyscyplin sportowych.
Ekspert o sytuacji na Bliskim Wschodzie. "Najgorszy scenariusz"
Według rozmówcy PAP, Davida Greenberga z Uniwersytetu Rutgersa, przekaz ma szczególnie trafiać do młodszych mężczyzn zainteresowanych grami.
Wydaje się, że ma to na celu wzbudzenie entuzjazmu pewnej części ludności, głównie mężczyzn, a zwłaszcza młodszych mężczyzn, którzy lubią gry takie jak "Call of Duty" Podkreślając dramatyczny, spektakularny wymiar wojny i amerykańską potęgę militarną, administracja być może zdoła wzbudzić entuzjazm dla swoich działań - mówi Greenberg.
Bombastyczna retoryka i reakcje krytyków
W przekazie administracji powtarzają się określenia podkreślające siłę armii. PAP podkreśla, że prezydent Donald Trump akcentuje dokonania sił USA "na poziomie jakiego nikt nigdy nie widział". Podczas spotkania z branżą technologiczną miał ponaglać mówcę, by "musi wrócić i popatrzeć na wojnę". Z kolei minister wojny Pete Hegseth używa określeń takich jak "zabójcze", "bezlitosne" i "bezwzględne".
Na pierwszej konferencji po rozpoczęciu działań mówił: "To nigdy nie miała być uczciwa walka i nie jest uczciwa. Bijemy ich, gdy leżą, i tak właśnie powinno być". Po chwili dodał: "Już po nich". Wystąpienia Hegsetha budzą sprzeciw części komentatorów. Magazyn "The Atlantic" ocenił, że "jak się wydaje, minister obrony jest niezdolny do traktowania spraw życia i śmierci z choćby najmniejszą odrobiną szacunku czy pokory".
Weterani: wojna to nie gra komputerowa
Publiczne materiały Białego Domu wywołały ostrą krytykę. Senatorka Partii Demokratycznej Tammy Duckworth, weteranka US Army, napisała: "Wojna to nie pieprzona gra wideo. Sześciu Amerykanów nie żyje, a życie tysięcy innych jest narażone przez waszą nielegalną, nieuzasadnioną wojnę". Były szef UK Independence Party Henry Bolton, również weteran, przyznał, że propagandowe klipy budzą jego dyskomfort.
Kiedy spadły na ciebie fragmenty czyjejś głowy, gdy poczułeś smród palonego ciała, zobaczyłeś rozerwane i rozrzucone po ziemi zwłoki, (...) wtedy wiesz, że (wojna) nie jest jak gra komputerowa, hollywoodzki film ani opowieść o kibicowaniu drużynie piłkarskiej - tak opisał swoje doświadczenia z frontu.
Omijanie mediów i walka o morale
Biały Dom uzasadnia styl przekazu chęcią dotarcia bezpośrednio do odbiorców. "Tradycyjne media chcą, żebyśmy przepraszali za eksponowanie niesamowitego sukcesu armii Stanów Zjednoczonych, ale Biały Dom nadal będzie eksponował w czasie rzeczywistym liczne przykłady niszczenia irańskich pocisków balistycznych, zakładów produkcyjnych i marzeń o posiadaniu broni jądrowej" - przekazała w oświadczeniu cytowanym przez PAP wicerzeczniczka Anna Kelly.
Specjalista PR Jonathon Narvey zwraca uwagę, że propaganda to stały element konfliktów. Jego zdaniem celem jest podtrzymanie morale, co bywa decydujące dla poparcia w kraju. Jednocześnie sondaż dla radia NPR pokazuje, że 56 proc. Amerykanów sprzeciwia się wojnie z Iranem, a 44 proc. ją popiera. To tło wyznacza granice skuteczności komunikacji opartej na memach i popkulturze.
Źródło: PAP.