Zawyły syreny. Reakcja nauczycieli. "Dzieci bardzo się bały"

Na terenie województw lubelskiego i podkarpackiego w czwartek przed południem zostały włączone syreny alarmowe. – Z relacji córki wynika, że siedzieli na lekcji. Nagle zadzwonił dzwonek o nieplanowanej godzinie – mówi nam pani Aleksandra, mieszkanka jednej z podkarpackich miejscowości. Dzieci były zdezorientowane i wyraźnie przestraszone. Wszystko trwało około godziny.

Województwo podkarpackie, w którym zawyły syrenyWojewództwo podkarpackie, w którym zawyły syreny
Źródło zdjęć: © Getty Images, Wikipedia
Aneta Polak

W związku z zagrożeniem podczas ataku Rosji w Ukrainie, w czwartek przed południem (17 września), mieszkańcy województwa lubelskiego i podkarpackiego dostali alerty RCB informujące o zagrożeniu z powietrza. Zawyły też syreny. Wywołało to niepokój wśród okolicznych mieszkańców.

O sytuacji rozmawialiśmy z panią Aleksandrą, mieszkanką podkarpackiej miejscowości i mamą dwóch córek.

Z relacji córki wynika, że siedzieli na lekcji. Nagle zadzwonił dzwonek o nieplanowej godzinie. Nauczyciel prowadzący wyszedł z klasy, zorientował się, co się dzieje. Po czym wyprowadził dzieci z klasy na dół, do szatni, która znajduje się w piwnicy. Każda klasa udała się do swojego boksu – opowiada nam pani Aleksandra, mieszkanka jednej z podkarpackich miejscowości.

Starsza córka naszej rozmówczyni chodzi do piątej klasy, a młodsza do zerówki. Z relacji mieszkanki Podkarpacia wynika, że dzieci były zdezorientowane i przerażone. Nie rozumiały, co się dzieje. Nauczyciele starali się tonować nastroje.

Pani dyrektor nie chciała straszyć dzieci, więc powiedziała, że to ćwiczenia z racji tego, że tyle alertów przychodzi. Nauczyciele próbowali uspokoić sytuację. Podchodzili do dzieci, które płakały – relacjonuje mama dziewczynek.

Jak słyszymy, "dzieci bardzo się bały". Wszystko trwało około godziny. Po odwołaniu alarmu kontynuowano zajęcia, a uczniowie wrócili do klas.

Jak dzieci wróciły do domu, to płakały, choć emocje zaczęły opadać. Moja córka była roztrzęsiona – mówi pani Aleksandra.

Córki pani Aleksandry same wróciła do domu. W niektórych szkołach rodziców poproszono jednak o odebranie dzieci z placówki.

TVN24, powołując się na informacje z wojska, podało, że cztery kilometry od granicy polsko-ukraińskiej spadł lub został zestrzelony dron. Ponieważ był to dron odrzutowy, szybko zbliżający się do granicy, poderwano myśliwce.

Wybrane dla Ciebie