37-letnia Anita wracała z nocy sylwestrowej razem z partnerem. Szli chodnikiem, nagle uderzył w nią rozpędzony samochód marki BMW. Z nagrań monitoringu wynikało, że kierowca nie zatrzymał się. Odjechał wraz z pasażerką. Zatrzymano ich tej samej nocy. W chwili zatrzymania u kierowcy stwierdzono ponad 2 promile alkoholu, a u pasażerki, będącej z zawodu pielęgniarką, 1,8 promila.
Według ustaleń śledczych samochód poruszał się z prędkością około 100 km/h. - W pewnym momencie poczułam, jak samochód wpadł w poślizg. Widziałam uderzenie, że uderzyliśmy człowieka – mówiła w sądzie partnerka kierowcy cytowana przez "Uwagę".
Życia 37-latki nie udało się uratować. Siła uderzenia była tak duża, że Anita została wyrzucona na kilkanaście metrów. Zgon kobiety stwierdzono około godziny po wypadku. Partner Anity przekazał, że w chwili rozmowy z numerem alarmowym kobieta miała jeszcze oddychać.
Oni po prostu zabili mi dziecko i odjechali. Partner córki sam próbował ją reanimować. Będę mu zawsze za to wdzięczna, za to, że był przy niej i nie umierała sama – mówi "Uwadze" matka zabitej kobiety.
W reportażu "Uwagi" pokazano nagrania pochodzące sprzed wypadku. Widać, jak para wsiada do auta i odjeżdża, a także samochód na łuku drogi chwilę przed tragedią.
W lipcu sąd Rejonowy w Ostrowie Wielkopolskim skazał Daniela Z. na 15 lat pozbawienia wolności. Prokuratura domaga się wyższego wyroku i złożyła odwołanie. Pasażerka została ukarana grzywną w wysokości 3 tys. zł za nieudzielenie pomocy poszkodowanej. Kobieta nie przyznała się do tego czynu. W sądzie tłumaczyła, że po wypadku analizowała sytuację i uważała, iż nie mogła już nic zrobić – dodaje serwis.
Pełnomocnik rodziny Anity, adwokat Michał Trzecki, podkreślał, że pasażerka miała przygotowanie zawodowe pozwalające udzielić pomocy. W jego ocenie ani szok, ani alkohol nie usprawiedliwiały odjazdu z miejsca wypadku.