Mroźna zima i... najsuchszy styczeń w XXI wieku. Jak to możliwe?
Tegoroczna zima dała nam się we znaki, tym bardziej wielu z nas zaskakujący może wydać się fakt, że za nami najsuchszy styczeń w XXI wieku. Na pytanie "jak to możliwe?" odpowiada Fundacja Edukacji Klimatycznej.
Najważniejsze informacje
- Styczeń 2026 r. przyniósł skrajnie niskie opady i jednocześnie długie epizody pokrywy śnieżnej.
- Grudzień był ciepły, lokalnie wiosenny, ale z silnymi kontrastami temperatur.
- Eksperci łączą te zjawiska z ociepleniem klimatu i meandrowaniem prądu strumieniowego.
Zestawienie najnowszych danych IMGW i CBK PAN pokazuje wyraźny rozdźwięk między naszym odczuciem zimy a bilansem wody. Grudzień 2025 r. był ciepły względem normy, a styczeń 2026 r. – bardzo chłodny. Jednocześnie był skrajnie suchy. Jak wskazuje Obserwator IMGW, średnia temperatura stycznia była o 3 st. C niższa od normy 1991–2020, ale opadów spadło zaledwie 47,4 proc. normy.
Deficyt wody był szczególnie dotkliwy na południowym zachodzie i w centrum (poniżej 7 mm opadu we Wrocławiu, Katowicach i Kaliszu), podczas gdy jedynym wyjątkiem był Gdańsk (aż 321,9 proc. normy), gdzie spadło ponad 60 mm opadu, co stanowi ponad trzykrotność ilości deszczu i śniegu względem normy - przekazała w raporcie Fundacja Edukacji Klimatycznej.
"Aż przetarłam oczy". Nieco ponad doba różnicy. Ujęcia znad Bałtyku
Autorzy podsumowań IMGW wskazują, że wpływ na ujemną anomalię temperatury wpływ miało meandrowanie prądu strumieniowego. Jak wyjaśnia fundacja, jest on "pasmem wyjątkowo silnych wiatrów wiejących na wysokości około 10 km, które pełnią rolę naturalnej bariery oddzielającej mroźne powietrze arktyczne od cieplejszych mas z południa".
W standardowych warunkach zimą lodowate powietrze utrzymuje się głównie w strefach okołobiegunowych. Tym razem jednak przesunęło się ono znacznie dalej na południe, przynosząc Polsce i wielu innym regionom wyjątkowo niskie temperatury.
Badacze podkreślają, że coraz większa niestabilność prądu strumieniowego wynika ze zmniejszającej się różnicy temperatur między Arktyką a obszarami położonymi dalej na południe. To z kolei jest efektem szybkiego ocieplania się regionów polarnych w ostatnich dziesięcioleciach. W konsekwencji rośnie prawdopodobieństwo częstszych i gwałtownych wtargnięć arktycznego zimna nad Europę.
Śnieg nie ratuje bilansu wody. Ryzyko podtopień i suszy
Obecne roztopy podnoszą stany wód, szczególnie na północy, północnym wschodzie i wschodzie. Miejscami – jak w woj. łódzkim i dolnośląskim – przekroczono stany ostrzegawcze, jednak IMGW ocenia te wezbrania jako krótkotrwałe. Eksperci podkreślają, że sucha gleba ma niską zdolność retencji, więc lokalne podtopienia mogą współistnieć z narastającą suszą hydrologiczną. W dłuższym horyzoncie to uderza w rolnictwo i zwiększa zagrożenie pożarami.
Co nas czeka?
Choć opady ze stycznia i lutego przyniosły chwilową ulgę, nie rozwiązują problemu wody. W materiałach IMGW czytamy o spodziewanych latem niskich stanach wód w rzekach. Równocześnie wskazuje się na systemowe braki: regulację rzek ograniczającą naturalne rozlewiska oraz „betonozę” miast, która uszczelnia powierzchnie i przyspiesza odpływ. Zależność jest prosta: bez poprawy retencji ekstremalne zjawiska – od gwałtownych roztopów po długie okresy bez opadów – będą mocniej uderzać w gospodarkę wodną.
Źródło: Fundacja Edukacji Klimatycznej