Polska olimpijka wierzy w moc talizmanu. "Przechodzi z pokolenia na pokolenie"
Polskie bobsleistki szykują się do startu dwójek na zimowych igrzyskach we Włoszech. Dla Lindy Weiszewski to już drugi olimpijski występ — w monobobie zajęła 17. miejsce, ale teraz liczy na lepszy wynik. W osiągnięciu celu ma jej pomóc wyjątkowy talizman. — Tata mi go dał. Przechodzi w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie — zdradziła "Faktowi".
Najważniejsze informacje
- Weiszewski zajęła 17. miejsce w monobobie i zapowiada walkę w rywalizacji dwójek.
- Zawodniczka mówi o przewadze Polek w rozpychaniu, ale wskazuje na ograniczenia sprzętowe.
- Na szyi nosi rodzinny talizman, który, jak podkreśla w rozmowie z "Faktem", przechodzi "z pokolenia na pokolenie".
Polskie bobsleistki szykują się do startu w dwójkach podczas igrzysk we Włoszech. Linda Weiszewski ma już za sobą olimpijski debiut w monobobie i chce wykorzystać te doświadczenia w kolejnej konkurencji. Jak donosi "Fakt", zawodniczka nie rozstaje się z wisiorkiem, który traktuje jak szczęśliwy amulet, a w dwójkach pojedzie jako pilotka z Klaudią Adamek.
Linda Weiszewski ma specjalny talizman. Liczy na jego wsparcie
Urodzona w Niemczech bobsleistka, która w wieku 11 lat przeprowadziła się do Polski, zaczynała od lekkoatletyki, a od 2019 r. rywalizuje w bobslejach. W jedynkach zajęła 17. miejsce, choć po pierwszym dniu była 19. Zdecydowała się wtedy na korekty ustawień. "Po pierwszym dniu, gdy byłam 19., zaufałam sobie i zmieniłam płozy na trochę grubsze na przodzie. Trochę zmieniłam jazdę, mniej sterowałam, chociaż i tak mało już tutaj steruję. Dałam się wieźć bobslejowi" - mówiła po zawodach. Dodała też, że towarzyszy jej wisiorek od taty: "To jest mój talizman. Tata mi dał. Przechodzi w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie".
Rywalizacja dwójek zaplanowana jest na piątek i sobotę, po dwa ślizgi każdego dnia. Weiszewski akcentuje atuty polskiej osady już na starcie. "Mamy jeden z lepszych na świecie czas rozpychania, ale niestety nasz sprzęt nie ma możliwości, żeby szybciej pojechać. Mimo to powalczymy o dobre miejsce" - podkreśliła. Jej rozpychającą będzie Klaudia Adamek, a celem ma być maksymalne wykorzystanie potencjału przy obecnym zapleczu.
Weiszewski została także zapytana o scenariusz rywalizacji przy równym sprzęcie dla wszystkich ekip. "Jestem o tym przekonana na sto procent" - odpowiedziała, wskazując, że różnice wynikają nie tylko z jakości bobsleja, ale także z infrastruktury treningowej. Zaznaczyła, że w Polsce brakuje toru, co wymusza zagraniczne wyjazdy na każdy cykl przygotowań.
Brak toru w Polsce i różnice w kosztach bobslejów
Zawodniczka wyjaśniła, że brak krajowego obiektu to codzienna bariera organizacyjna i finansowa. Jej zdaniem nawet najlepsze rozpychanie nie zniweluje przewagi sprzętowej czołowych ekip. "Brakuje nam nie tylko takiego bobsleja, jaki mają rywalki. Nie mamy toru w Polsce. Gdy inne zawodniczki mogą trenować u siebie, my musimy jechać za granicę, żeby w ogóle wyjechać na jakikolwiek tor. To jest największa trudność" - przyznała.
Skalę różnic ilustrują koszty. Weiszewski zwróciła uwagę na ceny najnowszych konstrukcji. "Gdy usłyszałam, ile kosztuje prototyp bardzo znanej zawodniczki, to zdębiałam. Cena to w przeliczeniu na nasze dwa miliony złotych. A nasz nowy sprzęt kosztuje jakieś 200 tysięcy złotych. Więc różnica jest ogromna" - dodała. Mimo to zapowiada walkę o jak najwyższe miejsce w dwójkach.