Polska Elizabeth Taylor. Po tragedii wycofała się z życia publicznego

Tytułowano ją polską Brigitte Bardot czy Elizabeth Taylor, w pierwszej wersji w nawiązaniu do jej świadomego seksapilu oraz inicjałów, drugiej – siły i ekranowej niezależności. Barbara Brylska była jedną z najsłynniejszych aktorek swego pokolenia w Europie. Publiczność oszalała na jej punkcie po premierze "Faraona". Rodzinna tragedia zmieniła jej życie.

yt.plyt.pl
Źródło zdjęć: © yt.pl

Barbara Brylska kończy 85 lat. Kilka dekad temu zelektryzowała międzynarodową publiczność jako kapłanka Kama w nominowanym do Oscara "Faraonie" (1965). Po kreacji u Jerzego Kawalerowicza mogła wszystko. W krótkim czasie wywindowała na seksbombę PRL-u.

W śmiałych rolach nie bała się ukazywania nagości. Szybko zdobyła przydomek "Brigitte Bardot nad Wisłą", która podobnie z lekkością kreowała portrety nacechowane silnym erotyzmem, bawiąc się ponętnością i męską percepcją. Brylska była przy tym aktorką wyjątkowo intensywną, której emocje i siła spojrzenia pozostawały w pamięci na długo po opuszczeniu sali kinowej. Dziś to kolejne pokolenia aktorek marzą o porównaniu ich stylu do legendy polskiej BB. Mimo statusu ikony Brylska od lat wybiera jednak życie w ciszy.

Zjawiskowa Kama

Popularność zdobyła jeszcze jako studentka aktorstwa. Debiut zaliczyła epizodyczną rolą w komedii "Kalosze szczęścia" (1958). Grając pod okiem Antoniego Bohdziewicza, Barbara Brylska miała dopiero siedemnaście lat. Przełom nastąpił pięć lat później za sprawą roli siostry Grażyny (w jej roli Pola Raksa) w filmie "Ich dzień powszedni" (1963) Aleksandra Ścibora-Rylskiego.

Niedługo później Barbara Brylska trafiła na plan wspomnianego "Faraona". Polska superprodukcja była nie tylko ukłonem w stronę pióra Bolesława Prusa, ale też swoistym oknem na świat w mrocznych czasach PRL-u. Film Kawalerowicza wyświetlono podczas gali zamknięcia Festiwalu Filmowego w Cannes; zdobył ponadto nominację do Oscara. Brylska wykazała się sporą odwagą, przyjmując sugestywną rolę kapłanki fenickiej, która na długie lata zdefiniowała jej wizerunek. Musiała walczyć z etykietą seksbomby, a nie było to łatwe, gdy kolejni twórcy wietrzyli komercyjne powodzenie przy jej zmysłowych portretach.

W jednej chwili stała się ideałem kobiecości, choć sama skrywała wiele dystansu względem swojej urody. O dziwo Brylska uważała się za zbyt szczupłą, nie popierała również kinowych praktyk nadmiernego "upiększania" aktorów toną pudru i kolorowych kredek do oczu. Podczas gdy naród żył światowym zainteresowaniem wokół "Faraona", Barbara Brylska walczyła z nagłą sławą i seksistowskimi reakcjami. "Po premierze miałam nieprzyzwoite propozycje od mężczyzn", wspominała z nieskrywanym żalem aktorka.

Gwiazda zza żelaznej kurtyny

W 1969 r. – już jako absolwentka Wydziału Aktorskiego PWSTiF w Łodzi – wykreowała jedną z najważniejszych ról w karierze. Mowa o Krystynie Drohojowskiej z "Pana Wołodyjowskiego" Jerzego Hoffmana, platonicznej miłości Michała Wołodyjowskiego, odmiennej od wcześniejszych, ponętnych portretów Brylskiej spokojnej i wyważonej. W pogrążoną w zadumie Krzysię wcieliła się też przy okazji serialu "Przygody pana Michała".

W wyścigu po role konkurowała z Małgorzatą Braunek. Brylska marzyła o zagraniu Oleńki z "Potopu" i w "Diable" Andrzeja Żuławskiego. Oba angaże powędrowały jednak w ręce Braunek, co znaczące, w przypadku drugiego tytułu reżyser i zarazem ówczesny mąż Małgorzaty poczekał, aż żona odzyska formę po ciąży, aby obsadzić ją właśnie w tym tytule.

Barbara Brylska szybko rozwinęła również swoją karierę za wschodnią granicą. Do dziś cieszy się ogromną popularnością w Rosji, gdzie stworzyła portrety amantek m.in. w głośnej komedii "Szczęśliwego Nowego Roku" (znanej pod alternatywnym tytułem "Ironia losu") z 1975 r. Przez wzgląd na ówczesną scenę polityczną wpłynęło to na postrzeganie Brylskiej przez polskich twórców i samą widownię.

Choć dla samej gwiazdy praca za granicą miała być przyjemnością i sposobem na prestiż, to w kraju jej radzieckie filmy z oczywistych względów wzbudziły podejrzenia o sprzyjanie wrogowi. Brylska podsycała napięcie słowami: "Kocham cały naród rosyjski. I kłócę się z tymi, którzy go nie kochają".

Najważniejsza rola: matka

Uznanie, rozterki sławy i pieniądze przestały mieć dla niej znaczenie, gdy pojawiły się dzieci. Barbara Brylska nie mogła odnaleźć szczęścia w miłości pomimo dwóch małżeństw i burzliwych romansów m.in. z Jerzym Zelnikiem, kolegą z planu "Faraona". Potomkowie ze związku z Ludwikiem Kosmalem – Basia i Ludwik, pozwolili jednak aktorce poznać nowy wymiar uczucia i wnieśli do jej codzienności upragnioną radość.

Barbara Brylska od początku była oddaną matką, dumną ze swoich dzieci i wspierającą ich kreatywność. Nic dziwnego, że gdy córka postanowiła pójść w ślady znanej mamy, zmniejszyła tempo własnej pracy, aby jej pomóc. Basia miała za sobą pierwsze sukcesy w modelingu i aktorskie próby.

Niestety, 15 maja 1993 r. doszło do tragedii. 17-letnia Barbara Kosmal podróżowała z Xawerym Żuławskim, synem Andrzeja i Małgorzaty Braunek, gdy doszło do tragicznego wypadku w Brzezinach. Wracali z planu etiudy "Fałszywy autostop". Kierujący autem mężczyzna postanowił zmienić kasetę w magnetofonie i stracił panowanie nad kierownicą. Pojazd uderzył w drzewo. Basia zginęła na miejscu.

Dwa tygodnie później miała wylecieć do Nowego Jorku w ramach kontraktu z tamtejszą agencją modelek. Xawery Żuławski zrealizował po latach poświęcony jej film "Chaos". Dla Barbary Brylskiej był to największy cios w życiu. "Nigdy nie pogodziłam się ze śmiercią Basi", mówi.

Spokój

Dziś Barbara Brylska odnajduje spokój poza medialnym zgiełkiem. Celebrycki świat jej nie interesuje, podobnie jak propozycje angaży, których konsekwentnie odmawia. W codziennych problemach pomaga jej syn Ludwik. Ogromną radość sprawia jej też opieka nad wnukami.

W domku w okolicach Wyszkowa wiedzie spokojne życie. Pracuje w ogrodzie i przy przetworach. "Bardzo lubię takie życie. Nie noszę makijażu, ubieram się jak hipiska. Nie potrzebuję nic więcej" – opowiadała w jednym z ostatnich wywiadów, nie dając przy tym nadziei fanom na powrót przed kamerę.

Wybrane dla Ciebie