Najważniejsze informacje
- Małżeństwo Sylwia i Krzysztof z Puław nie żyje, oboje byli rok po ślubie.
- Prokuratura potwierdza wiodącą wersję wydarzeń na podstawie wstępnej sekcji zwłok.
- Służby nadal analizują telefony i przesłuchują świadków, by ustalić motyw tragedii.
Okoliczności tragedii w Puławach
Do dramatycznego odkrycia doszło w piątek, 24 lipca, w jednym z mieszkań na terenie Puław w województwie lubelskim. To właśnie tam brat 28-letniego Krzysztofa zaalarmował służby, gdy mężczyzna niespodziewanie nie pojawił się w pracy i nie odpowiadał na telefony. W mieszkaniu znaleziono ciała 28-latka oraz jego 29-letniej żony, Sylwii. Policja oraz prokuratura natychmiast rozpoczęły śledztwo.
Wstępne wyniki sekcji zwłok i wersje śledczych
Wstępne ustalenia wskazują, że najprawdopodobniej Krzysztof miał pozbawić życia swoją żonę, a następnie popełnić samobójstwo. Ta hipoteza została potwierdzona obecnymi wynikami sekcji zwłok.
Ta wersja wydarzeń jest najbardziej prawdopodobna, ale oczywiście nie zamykamy się na inne wersje. Weryfikujemy wszystkie dostępne informacje, jakie uzyskamy – powiedział w rozmowie z "Faktem" prokurator Marcin Kozak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Oczekiwanie na wyniki badań i ustalenie motywów
Pełną przyczynę śmierci małżeństwa mają wyjaśnić dopiero dalsze badania.
Pobrany został materiał do badań histopatologicznych i dopiero po uzyskaniu ich wyników biegły w pisemnej opinii będzie precyzował i stwierdzał stanowczo, jakie były mechanizm i przyczyna zgonu – przekazał rzecznik lubelskiej prokuratury.
Śledczy prowadzą również analizę zapisów z telefonów oraz przesłuchują bliskich i znajomych, aby zrekonstruować dokładny przebieg tragicznych wydarzeń oraz ustalić, co mogło doprowadzić do śmierci obojga małżonków.
Szczęśliwe życie przed tragedią
Sylwia i Krzysztof byli młodym i dobrze wykształconym małżeństwem, które właśnie obchodziło pierwszą rocznicę ślubu – 12 lipca. W mediach społecznościowych para prezentowała się jako bardzo zakochana i zgodna. Jak mówią ich znajomi, nic nie wskazywało na zbliżającą się tragedię. Policja nigdy wcześniej nie interweniowała w ich domu, a dotychczasowe relacje nie dostarczały powodów do niepokoju.