Rodzicom Sebastiana M. włączył się telefon. Wątpliwości prokuratora

W trakcie rozprawy Sebastiana M. doszło do incydentu. Podczas przesłuchania biegłego Michała Krzemińskiego rodzicom oskarżonego włączył się telefon. Prokurator Aleksander Duda zgłosił wątpliwości, czy krewni M. nie nagrywają rozprawy. - Wysoki sądzie, rodzina oskarżonego nie ma prawa nagrywać rozprawy - wskazał prok. Duda podkreślając swoje wątpliwości.

Rodzicom Sebastiana M. włączył się telefon. Poruszenie na saliRodzicom Sebastiana M. włączył się telefon. Poruszenie na sali
Źródło zdjęć: © o2.pl
Marcin Lewicki

We wtorek (28 lipca) przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim odbyła się kolejna rozprawa Sebastiana M., który oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku.

Od początku w procesie (w roli publiczności) uczestniczą krewni oskarżonego. Na sali sądowej regularnie zasiada ojciec, matka i siostra Sebastiana M. Przepisy zezwalają na obserwowanie rozprawy przez publiczność. Rodzina M. nie ma jednak prawa nagrywać przebiegu procesu.

W trakcie rozprawy pojawiły się jednak wątpliwości, czy rodzina M. przestrzega przepisów. W pewnym momencie rodzicom oskarżonego włączył się dźwięk w telefonie. Wyraźnie było słychać, że jest to część procesu 35-letniego mężczyzny.

Incydent spotkał się ze zdumieniem sądu i prokuratury. Prok. Aleksander Duda przypomniał, że rodzice Sebastiana M. nie mają prawa nagrywać przebiegu procesu.

Wysoki sądzie, rodzina oskarżonego nie ma prawa nagrywać rozprawy. Myślę, że należy o tym przypomnieć - powiedział prok. Duda, reagując na incydent.

Ostatecznie sąd upomniał rodzinę M., aby zachowała spokój na sali sądowej i nie rejestrowała przebiegu rozprawy. Po incydencie sąd wrócił do zeznań biegłego Michała Krzemińskiego.

Sprawa Sebastiana M.

Urodzony w 1991 roku Sebastian M. stanął przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim we wrześniu 2025 roku. Mężczyzna odpowiada za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności.

Z ustaleń prokuratury i z materiału dowodowego wynika, że 35-latek jechał swoim BMW ponad 320 km/h i uderzył w osobową Kię. Doszło do pożaru. Żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina: ojciec, matka i niespełna 5-letnie dziecko.

Sprawa zyskała ogólnopolski rozgłos, gdy (niedługo po zdarzeniu) Sebastian M. wyjechał do Niemiec, skąd drogą lądową udał się do Turcji. Stamtąd wyleciał do Dubaju. Do sprowadzenia mężczyzny do Polski konieczne były skomplikowana procedura ekstradycyjna i zaangażowanie polskich służb dyplomatycznych. M. wrócił do Polski w maju 2025 roku.

Wybrane dla Ciebie