240 sfingowanych kolizji. 376 osób na ławie oskarżonych
Do Sądu Okręgowego w Siedlcach trafił akt oskarżenia przeciwko 376 osobom. Według Polskiej Agencji Prasowej grupa miała wyłudzać odszkodowania z ubezpieczeń na podstawie 240 fikcyjnych kolizji.
Najważniejsze informacje
- Akt oskarżenia obejmuje 376 osób i blisko 240 sfingowanych kolizji drogowych.
- Według policji straty firm ubezpieczeniowych przekroczyły 20 mln zł, a śledztwo trwało ponad 6 lat.
- Zabezpieczono majątek wart ok. 4,3 mln zł; zastosowano 18 aresztów tymczasowych.
Postępowanie, o którym informuje PAP, dotyczy zorganizowanej grupy działającej na Mazowszu. Według Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu śledztwo prowadzone nieprzerwanie od 2019 r. zakończyło się skierowaniem obszernego aktu oskarżenia do sądu w Siedlcach. Mundurowi podkreślają, że to największa tego typu sprawa w Polsce, a skala strat dla ubezpieczycieli przekroczyła 20 mln zł.
Kluczowy element sprawy to blisko 240 zdarzeń drogowych, które – jak wynika z ustaleń – były aranżowane w celu uzyskania wypłat z polis. Wykorzystywano do tego luksusowe auta, nierzadko wcześniej kradzione, przerabiane i legalizowane. Dzięki temu, wskazują śledczy, pojedyncze szkody mogły sięgać nawet 300 tys. zł. Nad przebiegiem kolizji mieli czuwać organizatorzy, którzy wybierali miejsca, finansowali podstawione osoby i pilotowali wnioski odszkodowawcze.
Zatrzymali Romów. 13 i 14-latkowie zaatakowali 11-latków
Według relacji policji w scenariuszu uczestniczyli tzw. kaskaderzy odpowiedzialni za celowe zderzenia pojazdów. Po kolizji oddalali się przed przyjazdem patrolu, a za kierownicą pojawiały się osoby podstawione, które miały deklarować udział jako kierowcy i składać dokumenty do ubezpieczycieli. Pojazdy rejestrowano fikcyjnie na osoby, które faktycznie nimi nie dysponowały.
Jak działał mechanizm wypłat?
Zgodnie z ustaleniami śledczych, osoby figurujące jako właściciele samochodów wskazywały własne rachunki bankowe do wypłat. Po otrzymaniu środków miały je przekazywać organizatorom procederu. Policja podkreśla, że każda szkoda była zaplanowana.
Żadna ze szkód nie była przypadkowa. Całość nadzorowali członkowie grupy, którzy organizowali przebieg zdarzenia, wybierali jego miejsce, opłacali podstawione osoby i nadzorowali proces ubiegania się o odszkodowania - przekazała rzecznik mazowieckiej policji podinsp. Katarzyna Kucharska w informacji cytowanej przez PAP.
Śledztwo nadzorowała Prokuratura Okręgowa w Siedlcach. Jak informuje PAP, w jego trakcie zastosowano 18 tymczasowych aresztów wobec podejrzanych. Na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono majątek o wartości ok. 4,3 mln zł. To m.in. efekt szeroko zakrojonych działań funkcjonariuszy zajmujących się przestępczością ekonomiczną.
Efekty przeszukań i zabezpieczenia
W trakcie czynności policjanci odnaleźli kilkadziesiąt kradzionych aut oraz kilkaset kradzionych części samochodowych. Zlikwidowano także tzw. dziuple na terenie woj. mazowieckiego i zabezpieczono dokumentację szkodową. Jak podaje PAP, od podejrzanych przejęto łącznie 23 pojazdy o wartości ok. 2 mln zł. Samochody sprzedano później w licytacjach prowadzonych przez Urząd Skarbowy w Radomiu.
Sprawa trafia teraz na wokandę Sądu Okręgowego w Siedlcach. Skala aktu oskarżenia i liczba osób objętych zarzutami wskazują na jeden z najbardziej rozbudowanych procederów wyłudzeń komunikacyjnych w kraju. Policja i prokuratura zapowiadają, że materiał dowodowy gromadzony przez ponad 6 lat ma pozwolić sądowi szczegółowo rozliczyć każdy z wątków tej sprawy.