Jak podaje "Fakt", dramatyczne zdarzenie rozegrało się we wtorek, 18 sierpnia, w placówce opiekuńczej przy ul. Safony w Warszawie.
Około godziny 10.00 3,5-letnia Nikola (imię zmienione) została przywieziona do placówki przez swoją mamę. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że w trakcie pobytu jedna z opiekunek wyszła z dziewczynką na korytarz. Przez dłuższy czas nie wracały do sali - czytamy na stronie tabloidu.
Gdy tylko 35-letnia wychowawczyni wróciła do sali, zadzwoniła do matki Nikoli i przekazała jej, że rozegrał się nieszczęśliwy wypadek. Opiekunka miała się tłumaczyć, że dziewczynka upadła i uderzyła się w głowę.
Zdenerwowana kobieta natychmiast zjawiła się w placówce, ale przedstawiona przez opiekunkę wersja wydarzeń wywołała u niej wątpliwości.
3,5-latka z pękniętą czaszką. Prokuratura postawiła zarzuty opiekunce
Niestety, stan 3,5-latki szybko się pogarszał i konieczna była pilna hospitalizacja. Jak informuje tabloid, w placówce lekarze wykonali dziecku tomografię głowy oraz inne badania, a także sporządzili obszerną dokumentację medyczną. Stwierdzono poważne obrażenia głowy, w tym złamanie kości czaszki.
Fakt.pl podaje, że najbliższe dwa tygodnie dziewczynka spędzi w szpitalu.
Zawiadomienie, zatrzymanie opiekunki i monitoring
19 sierpnia do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Złożyła je matka poszkodowanej. W konsekwencji w żłobku zjawili się mundurowi, którzy zatrzymali 35-letnią opiekunkę. Z ustaleń Fakt.pl wynika, że to doświadczona wychowawczyni, a tego dnia pracowała w ramach zastępstwa.
Zabezpieczono nagrania z kamer w żłobku. Monitoring ten może pomóc w ustaleniu przebiegu zdarzenia. Analizowane wideo mają wyjaśnić, co działo się na korytarzu i jak doszło do obrażeń dziewczynki.
Zarzuty prokuratury i zastosowane środki
W piątek, 21 sierpnia, podejrzana przybyła do prokuratury, gdzie została przesłuchana i złożyła wyjaśnienia. Wiadomo, że nie przyznała się do zarzucanego jej czynu.
W ramach środka zapobiegawczego zastosowano wobec 35-latki dozór policji. Kobieta dostała również zakaz kontaktowania się z rodzicami dziecka oraz pracownikami żłobka.
Podejrzana usłyszała zarzut nieumyślnego narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez osobę, na której ciąży obowiązek opieki, w kumulatywnym zbiegu z nieumyślnym spowodowaniem średniego lub lekkiego uszczerbku na zdrowiu. Za ten czyn grozi do roku pozbawienia wolności - informowała "Fakt" prokurator Marzena Kiełek-Łopińska z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w Warszawie.