6:53 na plaży w Jantarze. Jeden obok drugiego. Spójrzcie
Nie było jeszcze godziny 7:00, a na plaży w Jantarze już trwały intensywne działania. Posiadacze wykrywaczy metali przemierzali piasek jeden obok drugiego. Cel? Oczywiście poszukiwanie cennych przedmiotów.
O godz. 6:53 w niedzielę (7 czerwca) na plaży w Jantarze panował jeszcze poranny spokój. Na szerokiej, niemal pustej plaży można było dostrzec pojedyncze osoby spacerujące wzdłuż brzegu Bałtyku. Morze było wyjątkowo spokojne, a nad wodą utrzymywało się niewielkie zachmurzenie, które nie przesłaniało błękitnego nieba.
Uwagę zwracali jednak miłośnicy poszukiwań z wykrywaczami metalu. Dwie osoby przeczesywały piasek w poszukiwaniu zgubionych przez turystów przedmiotów. To widok dobrze znany na nadmorskich plażach, szczególnie po intensywnym sezonie lub podczas weekendów, gdy na plażach pojawia się więcej wypoczywających.
Poszukiwacze liczą najczęściej na znalezienie monet, biżuterii czy innych drobnych przedmiotów pozostawionych przez plażowiczów. W rejonie Mierzei Wiślanej nie brakuje również osób, które traktują takie wyprawy jako hobby i sposób na aktywne spędzanie czasu na świeżym powietrzu.
Według prognoz niedziela na Pomorzu ma upłynąć pod znakiem pogodnej aury i temperatur sprzyjających wypoczynkowi. Jeśli warunki się utrzymają, w kolejnych godzinach plaża w Jantarze może przyciągnąć znacznie więcej turystów niż o świcie.
Nawet 200 zł w piasku
Temat poszukiwań na nadmorskich plażach opisywał w ubiegłym roku portal Trojmiasto.pl. Jeden z rozmówców serwisu, pan Jacek, podkreślał, że największą satysfakcję daje mu nie wartość znalezionych przedmiotów, lecz samo ich odnajdywanie. Szczególną radość sprawiają sytuacje, gdy udaje się dotrzeć do właściciela zguby i zwrócić mu utracony przedmiot.
Nawet jeśli zdarzają się bardziej udane dni, trudno mówić o regularnych zyskach. Pan Jacek wskazywał, że podczas wyjątkowo owocnych poszukiwań można znaleźć monety o łącznej wartości około 100–200 zł, jednak takie sytuacje należą do rzadkości. Jak podkreślał, nie jest to reguła, a większość wypraw kończy się znacznie skromniejszymi znaleziskami.