Amerykanin zginął w katastrofie samolotu. Ujawnili jego ostatnie słowa
Tyler Simmons jest jednym z sześciu żołnierzy USA, którzy zginęli w katastrofie samolotu w Iraku. Dzień przed tragicznym wypadkiem rozmawiał z matką, która ujawniła jego ostatnie słowa.
Amerykańskie Dowództwo Centralne potwierdziło, że 12 marca rozbił się Boeing KC-135 Stratotanker. Samolot to latająca cysterna, służąca do tankowania innych maszyn w powietrzu.
Do zdarzenia doszło w zachodnim Iraku. Wiadomo, że maszyna brała udział w incydencie z drugim samolotem. Ten zdołał bezpiecznie wylądować.
W Boeing KC-135 Stratotanker znajdowało się sześciu członków załogi. Pierwszą zidentyfikowaną ofiarą jest sierżant techniczny Tyler Simmons z Columbus w stanie Ohio. Miał 28 lat.
Zadzwonił do mnie w środę i udało nam się z nim porozmawiać. Odbyliśmy naprawdę miłą rozmowę. Zapytałam, jak się ma. Powiedział, że u niego wszystko dobrze. Powiedział mi, że do niego strzelano, ale nic mu nie było - mówi matka 28-latka Cheryl Simmons, cytowana przez "New York Post".
Simmons należał do 121. Skrzydła Tankowania Powietrznego w bazie lotniczej Rickenbacker w Ohio. Wiadomo, że do tej bazy należało trzech żołnierzy, którzy zginęli w katastrofie.
- Łączymy się w bólu z bliskimi i nie możemy zapomnieć o cennym wkładzie, jaki ci lotnicy wnieśli do swojego kraju, ani o wpływie, jaki wywarli na naszą organizację. Ponadto prosimy o uszanowanie woli rodziny i zapewnienie jej przestrzeni do opłakiwania bliskich w tym trudnym czasie - apeluje 121. Skrzydło Tankowania Powietrznego.
Miał uśmiech wart milion dolarów. Był niesamowitym człowiekiem. Praca na tankowcu była wyjątkowa. Kochał swojego psa Graysona, kochał swoją rodzinę, swoich przyjaciół. Zrobiłby dla ciebie wszystko - powiedział kuzyn zmarłego lotnika.
Właściciel lokalnej restauracji w Columbus uczcił pamięć poległego żołnierza Gwardii Narodowej, zmieniając nazwę jednej z potraw w menu na imię Simmons. W tej restauracji miał jadać raz w tygodniu - podaje "NYPost".