Środowy wieczór (29 lipca) w Zakopanem pokazał, że stolica Tatr wciąż jest absolutnym hitem tegorocznych wakacji. Jak widzimy na nagraniu opublikowanym przez "Tygodnik Podhalański", Krupówki dosłownie pękały w szwach – tłumy turystów spacerowały deptakiem, korzystając z uroków letniego wieczoru.
Wśród spacerowiczów, jak co roku o tej porze, bardzo wyraźnie widoczni byli turyści z krajów arabskich, dla których Podhale stało się jednym z ulubionych kierunków urlopowych.
- Ciężko się przebić przez te tłumy. Słychać wszystkie języki świata: węgierski, hiszpański, francuski, arabski, ukraiński i wszystkie inne języki - relacjonuje dziennikarz "Tygodnika Podhalańskiego".
WIDEOArabscy turyści wrócili do Zakopanego. Na ulicach widać zmianę
- Tak przyjechali do nas goście z Bliskiego Wschodu, trochę się baliśmy, bo to jednak biznes, szkoda by było tej kasy - dodał dziennikarz, odpowiadając na pytanie internautki.
W tym gwarnym, międzynarodowym tyglu tradycyjnie nie mogło zabraknąć kultowego symbolu Zakopanego – prawdziwego białego misia, który czeka na chętnych do pamiątkowego zdjęcia przy słynnym oczku wodnym. Pan Marek Zawadzki w stroju misia nie może jednak liczyć na wsparcie finansowe ze strony arabskich turystów.
Arabscy turyści nie chcą zdjęć z misiem
Choć mogłoby się wydawać, że gigantyczny biały miś to idealna, egzotyczna atrakcja dla przyjezdnych z Dubaju czy Kuwejtu, rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Dziennikarz "Tygodnika Podhalańskiego" ujawnił, że rozmawiał z panem Markiem Zawadzkim, który ubolewa nad tym, że turyści z krajów arabskich nie chcą sobie robić z nim z zdjęć.
– Kobiety w ogóle, ale panowie też nie bardzo – relacjonuje dziennikarz Tygodnika Podhalańskiego, opisując niechęć arabskich turystów do pozowania z misiem.
Sytuacja ta pokazuje, jak mocno zmienia się turystyczny krajobraz Zakopanego. Dla wielu konserwatywnych turystek z krajów arabskich bliski kontakt czy bezpośrednie pozowanie do zdjęć z obcą osobą (nawet w przebraniu pluszaka) nie wchodzi w grę ze względów religijnych i obyczajowych. Co ciekawe, dystans zachowują również panowie, którzy zamiast tradycyjnej fotografii z maskotką wolą po prostu obserwować gwar Krupówek z boku.