Kamera monitoringu zarejestrowała moment, w którym dziewczynka znalazła się poza balkonem pięciopiętrowego budynku. Dziecko spadło z wysokości, która w normalnych okolicznościach mogłaby oznaczać śmiertelne zagrożenie.
Na miejscu szybko pojawili się przypadkowi świadkowie. Jeden z nich, Grzegorz, około godziny 14 wyszedł z pobliskiego sklepu i usłyszał krzyki. Pobiegł w kierunku budynku i zobaczył dziecko na balustradzie.
Jak relacjonował później w rozmowie z "Faktem", początkowo nie miał żadnego zabezpieczenia. Postanowił jednak stanąć bezpośrednio pod balkonem i próbować złapać dziewczynkę własnymi rękami, gdyby doszło do upadku.
Wtedy pojawił się pomysł z kocem
Po chwili do mężczyzny dołączyły kolejne dwie osoby. Jeden z nich miał ze sobą koc. Trzej mężczyźni błyskawicznie rozciągnęli go pod balkonem, tworząc prowizoryczne zabezpieczenie. Próbowali również nakłonić dziecko, aby wróciło do mieszkania. Dziewczynka jednak nie zareagowała. Mężczyźni przesuwali się więc razem z kocem tak, aby znajdował się dokładnie pod dzieckiem.
W pewnym momencie dziewczynka spadła. Na szczęście wylądowała bezpośrednio na rozciągniętym kocu. Siła uderzenia sprawiła, że zsunęła się następnie na ziemię, jednak wszystko wskazuje na to, że prowizoryczna "mata" znacząco zamortyzowała upadek.
"To niemal cud"
Historia błyskawicznie odbiła się szerokim echem, a nagranie dotarło również do Niemiec. Jak pisze "Bild", to niemal cud, że dziewczynka przeżyła. Niemiecki dziennik szczególnie mocno podkreśla zachowanie trzech Polaków, którzy w krytycznych sekundach nie uciekli, lecz natychmiast zaczęli szukać sposobu na uratowanie dziecka.
Dziewczynka trafiła pod opiekę lekarzy
Po zdarzeniu czterolatka została zbadana w szpitalu. Według dotychczasowych informacji dziecko nie doznało poważnych obrażeń. Wciąż nie wiadomo dokładnie, jak długo dziewczynka znajdowała się sama na balkonie. Okoliczności zdarzenia są wyjaśniane.