Co najmniej 11 osób zginęło w pożarze lasu, który wybuchł w czwartek, 9 lipca, w Los Gallardos w prowincji Almeria w Hiszpanii (wcześniej informowano o 12 ofiarach, ale trwa oczekiwanie na weryfikację tej informacji). W komunikatach pojawia się też informacja o 19 osobach, których wciąż nie udało się zlokalizować - wskazuje "El Pais".
Ze wstępnych ustaleń wynika, że do zaprószenia ognia doszło, ponieważ uszkodzony przewód elektryczny spadł na suchą roślinność. W piątek Gwardia Cywilna potwierdziła, że prowadzi dochodzenie w tej sprawie.
Płomienie szybko obejmowały kolejne obszary (sprzyjało temu m.in. trudne ukształtowanie terenu). Sytuacji wciąż nie udało się opanować.
Burmistrz Bedar o przyczynach tragedii
Jak podaje "El Pais", z powodu dużego zagrożenia ewakuowano ponad 600 osób, m.in. mieszkańców gminy Bedar. Ewakuacją objęto również kompleks turystyczny Miraflores.
Burmistrz Bedar, Angel Francisco Collado, opisuje jednak, że po pierwszym poleceniu ewakuacji część mieszkańców nie chciała opuścić swoich domów. Z jego relacji wynika, że służby chodziły od drzwi do drzwi i nakłaniały do wyjazdu. Z czasem sytuacja zmieniła się na tyle, że — według burmistrza — bezpieczniej było pozostać w budynkach.
Są osoby, które nie chciały się ewakuować, zostały w domach i żyją. Służby doradzały dziewięcioosobowej grupie, by weszła do środka, jednak nie zastosowała się do tych zaleceń. Z tej grupy siedem osób nie żyje, a dwie są w drodze do szpitala Virgen del Rocio w Sewilli — powiedział Angel Francisco Collado, cyt. przez "El Pais".
Również Antonio Sanz, minister zdrowia, prezydencji i spraw nadzwyczajnych Andaluzji, przekazał, że ofiary pożaru prawdopodobnie zbyt późno podjęły decyzję o ucieczce i wybrały drogę inną niż rekomendowana przez służby.
To tragedia — podkreślił Sanz.
Jak dodał, tylko jedna z ofiar miała obywatelstwo hiszpańskie. Pozostałe to cudzoziemcy mieszkający w okolicy, m.in. Belgowie i Brytyjczycy.
"Jakby spadła bomba"
Burmistrz Los Gallardos Francisco Miguel Reyes podkreślił, że skala zniszczeń w gminie jest duża, a warunki pogodowe nie sprzyjają akcji gaśniczej.
Wygląda to tak, jakby spadła bomba — powiedział Francisco Miguel Reyes, którego słowa przytacza "El Pais".
— Pożar nie został opanowany, a wiatr nie pomaga. Mamy nadzieję, że w ciągu dnia uda się go opanować. Zniszczenia materialne da się odbudować, życia już nie — dodał burmistrz.