- Wydarzyła się u mnie akcja nie do pomyślenia - powiedział na samym początku nagrania pan Maksymilian. Przedsiębiorca prowadzący szkółkę leśną i hurtownię roślin w Bierzgłowie w powiecie toruńskim opowiedział, że w nocy do jego domu wszedł obcy mężczyzna. W chwili zdarzenia spał tam razem z żoną i miesięcznym dzieckiem.
- Był środek nocy. Usłyszałem kroki. Bardziej obudził mnie w sumie pies, ponieważ charakterystycznie szczeka, gdy jest ktoś w domu. Dzięki Bogu pod łóżkiem miałem taką maczetę ogrodniczą. Wziąłem ją, wyszedłem z pokoju. Przed moim pokojem stał człowiek. Stał z zapalniczką i oświetlał sobie drogę. Był to obcy człowiek dla mnie - opisuje pan Maksymilian.
Na widok maczety intruz miał uciec z domu. Pan Maksymilian przyznał, że tego wieczoru zapomniał zamknąć drzwi, dlatego zaapelował do innych, by nie zostawiali ich na noc otwartych. Twierdzi również, że mężczyzna wykręcił w domu korki. Następnie gospodarz wybiegł za nim na ulicę, oświetlając sobie drogę zapalniczką.
– Facet siedział po turecku na środku drogi – relacjonował mieszkaniec Bierzgłowa. Pan Maksymilian nagrał rozmowę z mężczyzną. Ten nie potrafił wyjaśnić, dlaczego około godz. 3 w nocy wszedł do cudzego domu. Na zadawane pytania odpowiadał jedynie: "Daj spokój".
Jak przekazał pan Maksymilian, intruz niczego nie ukradł, choć na stole leżało 200 zł. – Plątał się, nie wiedział, po co tu przyszedł. Policja go zgarnęła, a potem pojechał karetką – relacjonował.
Mieszkaniec Bierzgłowa przyznał, że całe zdarzenie było dla niego ogromnym wstrząsem. – Jestem w ciężkim szoku, że takie sytuacje mają miejsce. Nikt by nawet nie pomyślał, że takie sytuacje mogą się wydarzyć – powiedział.
Incydent w Bierzgłowie. Policja
Podkom. Dominika Bocian z Komendy Powiatowej Policji w Toruniu przekazała o2.pl, że mundurowi rzeczywiście podejmowali działania w tej sprawie.
- Policjanci przyjęli zawiadomienie dotyczące naruszenia miru domowego w Bierzgłowie, a także ustalili, że do podobnej sytuacji doszło w pobliskiej Łubiance. Ze wstępnych ustaleń mundurowych wynikało, że 40-letni mężczyzna o szczególnych potrzebach, wykorzystując fakt pozostawienia przez właścicieli otwartych drzwi, wchodził do ich domów - mówi o2.pl rzeczniczka toruńskiej policji.
Mężczyzna wskazany przez zgłaszającego został przekazany pod specjalistyczną opiekę. Jak ustalili funkcjonariusze, 40-latek nie zachowywał się agresywnie wobec mieszkańców domów, do których wszedł. Nic nie wskazuje również na to, by cokolwiek z nich zabrał. Okoliczności całego zdarzenia wyjaśniają policjanci z Chełmży.
- Policjanci apelują, aby zabezpieczać swoje domy i mieszkania przed dostępem osób niepożądanych poprzez zamykanie zamków na klucz - dodaje podkom. Bocian.