Polacy tłumnie jeżdżą do Czech, aby operować oczy. Szczególną popularnością cieszą się zabiegi usunięcia zaćmy. Jak udało nam się ustalić, od 2020 roku Narodowy Fundusz Zdrowia wypłacił na rzecz czeskich klinik 175 mln. zł.
Głównym beneficjentem NFZ jest szpital GEMINI w Pruhonicach. Placówka otrzymała od 2020 roku z funduszu 51 mln zł (to blisko 30 proc. kwoty przeznaczonej na operacje usunięcia zaćmy). Klinika to polsko-czeskie konsorcjum, w którym nie brakuje polskich lekarzy. Ordynatorem w GEMINI jest dr Justyna Krowicka.
Klinik takich jak GEMINI jest dużo. Nasi informatorzy twierdzą, że wiele z nich zakładają biznesmeni, którzy "wyczuli intratny biznes na polskim systemie zdrowia". Kliniki kuszą warunkami przeprowadzenia operacji, wysokim standardem leczenia, ale też możliwością łączenia świadczeń prywatnych i publicznych.
Leczenie w NFZ tylko publiczne albo prywatne. W Czechach jest inaczej
W Polsce pacjenci nie mogą dobrać droższych soczewek (np. soczewek wieloogniskowych, które pozwalają widzieć dobrze z daleka i z bliska) i dodatkowo za nie dopłacić. Albo leczenie publiczne, albo prywatne. W Czechach jest inaczej.
Droga transgraniczna pozwala pacjentowi połączyć zwrot NFZ za procedurę standardową z prywatną dopłatą do soczewki ponadpodstawowej w ramach jednego zabiegu. W krajowym systemie publicznym takie łączenie środków publicznych i prywatnych w obrębie jednego świadczenia gwarantowanego nie jest dopuszczalne — pacjent musi wybrać albo w pełni refundowany zabieg ze soczewką standardową, albo świadczenie w całości komercyjne - mówi o2.pl prof. Ewa Mrukwa-Kominek, prezes Polskiego Towarzystwa Okulistycznego.
To niejedyny problem. W przypadku czeskich klinik płatność realizowana jest od razu. Za operację usunięcia zaćmy płaci pacjent, który później (w ciągu średnio 62 dni, jak informuje o2.pl Narodowy Fundusz Zdrowia) otrzymuje pełen zwrot środków. Polskie kliniki muszą czekać o wiele dłużej.
Zdarzają się zwroty po sześciu miesiącach. Wiem, że niektóre czeskie kliniki otrzymują też pieniądze za wszczepienie soczewek, które nie są w Polsce refundowane. Nie ma jak tego skontrolować. To skandal. Nie ma pieniędzy dla polskich klinik, ale na wyprowadzanie środków za granicę już tak. Fundusz chce wprowadzić limity na zaćmy, a jednocześnie wyprowadza miliony do Czech - mówi o2.pl okulista prowadzący klinikę w Polsce.
Jak udało nam się ustalić, przedstawiciele czeskich firm są aktywni na polskim rynku. Zachęcają nie tylko pacjentów, ale też polskich lekarzy, aby ci wysyłali Polaków na operację do Czech.
Do naszej kliniki dzwonili, czy chcemy wysyłać pacjentów do Czech. To zorganizowany proceder - tłumaczy nam inny okulista. Prosi o dyskrecję.
Sprawa leczenia transgranicznego usunięcia zaćmy budzi kontrowersje od lat. Już w 2017 roku Ministerstwo Zdrowia zapowiadało "koniec turystyki medycznej". Urzędnicy zajmowali się tematem także w 2020 roku. Na zapowiedziach się skończyło. Interes kwitnie. Czesi wykorzystują unijne prawo, które zezwala na leczenie transgraniczne i ograniczenia polskich klinik.
Podstawową zasadą europejskiej współpracy w ochronie zdrowia jest zapewnienie pacjentom prawa do korzystania ze świadczeń w innym państwie Unii Europejskiej, jeżeli spełniają określone warunki. Polscy pacjenci mają takie prawo - tłumaczy o2.pl prof. Ewa Mrukwa-Kominek.
Dlaczego akurat Czechy? Chodzi m.in. o sąsiedztwo, ale też wysoki standard świadczonych usług, aktywną reklamę i możliwość realizacji dodatkowych świadczeń (np. wspomnianych soczewek premium) w ramach jednej operacji.
Nierówne warunki rywalizacji. Polacy stoją na straconej pozycji?
Rozmawiający z nami okuliści wskazują, że nie mogą świadczyć usług o tak wysokim standardzie jak Czesi, ze względu na ograniczenia narzucane przez NFZ. To sprawia, że środki transferowane są za granicę. Polskie Towarzystwo Okulistyczne podziela ten punkt widzenia.
Część świadczeń finansowanych ze środków publicznych jest realizowana poza Polską, podczas gdy krajowe placówki funkcjonują w ramach bardziej restrykcyjnych regulacji. Jeżeli różnica pomiędzy systemami powoduje, że bardziej opłaca się wykonać świadczenie za granicą niż w kraju, to jest to sygnał dla decydentów, że należy przyjrzeć się konstrukcji finansowania - dodaje prof. Ewa Mrukwa-Kominek.
Prof. Mrukwa-Kominek dodaje, że problemem nie są prawa pacjentów, którzy - zgodnie z obowiązującymi w Unii Europejskiej przepisami - mogą korzystać ze świadczeń w innych państwach wspólnoty, ale "równe szanse dla polskich i europejskich klinik".
Jeżeli polskie placówki mają konkurować o pacjenta i rozwijać jakość świadczeń, muszą mieć zapewnione stabilne finansowanie, szybkie rozliczenia i możliwość inwestowania w nowoczesne technologie - tłumaczy prezes Polskiego Towarzystwa Okulistycznego.
Przedstawiciele NFZ bronią się, że mają związane ręce przepisami unijnymi. Wskazują, że muszą wypłacić środki polskim pacjentom, jeżeli świadczone za granicą zabiegi są zgodne z listą refundacyjną funduszu.
Korzystanie przez pacjentów z leczenia w innym kraju Unii Europejskiej jest zgodne z prawem i wynika z przepisów unijnych dotyczących transgranicznej opieki zdrowotnej. Pacjent ubezpieczony w Polsce może skorzystać ze świadczenia zdrowotnego w UE lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego, a następnie wystąpić do NFZ o zwrot kosztów. Jeśli pacjent spełni określone w ustawie o świadczeniach warunki m.in.: złoży wniosek w terminie 6 miesięcy od dnia wystawienia rachunku za leczenie, udokumentuje pokrycie całości kosztów świadczenia, dołączy odpowiednie skierowanie/zlecenie/receptę, Narodowy Fundusz Zdrowia ma obowiązek zwrotu poniesionych kosztów leczenia - wyjaśnia w rozmowie z o2.pl Aneta Gardian z Biura Komunikacji Społecznej i Promocji NFZ.