8 lat dla Sebastiana M. Dziennikarka TVN24 reaguje

Jakub Artych
.Dziennikarka TVN o karze 8 lat dla M.
Źródło zdjęć: © X, o2.pl | Marcin Lewicki

Osiem lat więzienia dla Sebastiana M. - kara wywołała szeroką dyskusję. Do sprawy odniosła się Martyna Jaszczołt z TVN24, która jako mała dziewczynka straciła mamę w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę. Jej osobiste wyznanie pokazuje, jak dramatyczne skutki mają takie tragedie.

Najważniejsze informacje

  • Martyna Jaszczołt straciła mamę, gdy miała trzy lata.
  • Sebastian M. otrzymał karę ośmiu lat więzienia za wypadek, w którym zginęła trzyosobowa rodzina.
  • Dziennikarka uważa, że sprawcy śmiertelnych wypadków drogowych powinni ponosić znacznie surowsze konsekwencje.

Martyna Jaszczołt związana ze stacją TVN24 opowiedziała w mediach społecznościowych o wypadku, który na zawsze zmienił życie jej rodziny. Gdy była małym dzieckiem, w samochód, którym podróżowała z rodzicami, uderzył pijany kierowca ciężarówki. Mężczyzna uciekł z miejsca zdarzenia.

Mama dziewczynki zginęła na miejscu, a jej ojciec przez miesiąc pozostawał w śpiączce. Sama Martyna doznała uszkodzenia śledziony. Jak podkreśliła w swoim nagraniu, konsekwencje tragedii odczuwała przez całe życie.

Sprawca? Dostał wyrok w zawieszeniu. Nic nie wpłynęło na moje życie bardziej niż tamten dzień i śmierć mojej mamy – wyznała dziennikarka.

DLA CIEBIE
HUAWEI Pura - poznaj nowy smartfon

Jej słowa pojawiły się w czasie, gdy opinię publiczną poruszał proces Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1. Jaszczołt zwróciła uwagę na różnicę między ogromem tragedii, jakiej doświadczają bliscy ofiar, a karami wymierzanymi sprawcom.

Zabił trzy osoby. Samochód, w który uderzył, stanął w ogniu. Jak mówił prokurator, z wnętrza auta słychać było krzyk matki, która do końca próbowała swoim ciałem ochronić syna. Cała trójka spłonęła – przypomina dziennikarka.

Sebastian M. usłyszał wyrok. Osiem lat więzienia

21 października 2026 r. Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim skazał Sebastiana M. na osiem lat więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1. To najwyższa kara przewidziana w tej sprawie przy przyjętej kwalifikacji prawnej. Wyrok nie jest prawomocny, a obrona zapowiedziała apelację.

Do tragedii doszło 16 września 2023 r. w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego. BMW prowadzone przez Sebastiana M. zderzyło się z samochodem marki Kia, którym podróżowała trzyosobowa rodzina. Auto uderzyło w bariery i stanęło w płomieniach. Zginęli Martyna i Patryk oraz ich pięcioletni syn Oliwier.

Według ustaleń biegłych BMW poruszało się z prędkością przekraczającą 300 km/h, podczas gdy na tym odcinku autostrady obowiązywało ograniczenie do 140 km/h. Sąd uznał Sebastiana M. za winnego spowodowania wypadku, w którym zginęła cała rodzina.

Poza karą więzienia sąd orzekł wobec niego 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów oraz obowiązek wypłaty zadośćuczynień bliskim ofiar. Łączna kwota zasądzonych świadczeń wynosi 2,5 mln zł. Oskarżony nie przyznał się do zarzucanego mu czynu, a jego obrona wnosiła o uniewinnienie.

Rozmawiając o wyroku dla Sebastiana M. skupmy się na faktach i apelujmy do polityków o zmianę w przepisach. Pamiętajmy też o tym, co czują rodziny ofiar. Z nimi też wielokrotnie rozmawiałem. Dla nich nie ma sprawiedliwej kary dla M. Nawet dożywocie dla 35-latka nie zwróci im życia dzieci. Chcieli usłyszeć, że to on jest winny. Nie mają ulgi i satysfakcji – napisał dziennikarz o2.pl Marcin Lewicki.

Dziennikarka TVN24 nie ukrywała, że kara ośmiu lat więzienia budzi jej sprzeciw. W jej ocenie sprawcy, którzy prowadzą pod wpływem alkoholu lub rażąco przekraczają prędkość, powinni ponosić znacznie surowsze konsekwencje. Podkreśliła też, że nie popiera kary śmierci, ale uważa, że w najtragiczniejszych przypadkach odpowiedzialność karna powinna być zdecydowanie większa.

Nie jestem zwolenniczką kary śmierci. Wręcz przeciwnie. Uważam, że drogowi mordercy powinni do końca swoich dni patrzeć na życie przez kraty. A cały ich majątek powinien zostać przekazany ofiarom i ich rodzinom. (...) I aparat państwa powinien wtedy jasno powiedzieć, co oznacza odpowiedzialność za jego śmierć. A Państwo? - skwitowała Jaszczołt.
Wybrane dla Ciebie