Głośny pożar w Moskwie. Chcą dożywocia dla oskarżonych
W marcu 2024 roku doszło do pożaru hali koncertowej w Moskwie. Rosjanie zatrzymali czterech sprawców niemal od razu po ataku. Teraz prokuratura żąda dożywocia dla 15 osób, które miały mieć udział w zamachu.
Do ataku doszło 22 marcu 2024 roku. Odpowiedzialność za atak przyjęło Państwo Islamskie jednak Rosjanie twierdzą, że działali w interesie Ukrainy.
W ataku zabito 145 osób, a rannych zostało 551. Atak mieli przeprowadzić obywatele Tadżykistanu: Dalerdżon Mirzojew, Saidakrami Raczabalizoda, Szamsidin Fariduni oraz Muchammadsober Fajzow.
Po kilku dniach stanęli przed sądem. Zdjęcia z sądu obiegły cały świat i pokazywał rosyjskie bestialstwo. Oskarżeni byli bici, a wręcz torturowani. Jeden z zamachowców nie miał ucha, drugi oka.
Fajzow do sądu został wprowadzony na wózku inwalidzkim. Oficjalnie mieli zostać pokiereszowani przez gałęzie drzew, gdy uciekali po zamachu. Zostali aresztowani i mieli się przyznać do winy.
Według "Moscow Times", prokuratorzy chcą dożywocia dla 15 oskarżonych o przeprowadzenie lub współudział w masowej strzelaninie. Obywatele Tadżykistanu są oskarżeni o otwarcie ognia w miejscu publicznym.
Pozostałym osobom oskarżonym o pomoc w planowaniu lub ułatwieniu ataku postawiono zarzuty. Oskarżono m.in. mężczyznę, w którego mieszkaniu mieszkali oskarżeni napastnicy, a także ojca i dwóch synów, oskarżonych o dostarczenie samochodu. Tym czterem osobom grozi do 23 lat więzienia. Nie wiadomo, kiedy zapadnie wyrok.