Grozili jej psychiatrykiem. Po pięciu latach wyszła z białoruskiego więzienia

- Wiedziałyśmy, że Andrzej Poczobut nie zgadza się na prośbę o ułaskawienie - mówiła "Wyborczej" Kaciaryna Andrejewa, białoruska dziennikarka, która po ponad pięciu latach wyszła z więzienia reżimu Alaksandra Łukaszenki. Opowiedziała o przemocy, psychicznej presji i warunkach w kolonii karnej.

Dziennikarka Bełsatu o rzeczywistości w białoruskim więzieniu.Dziennikarka Bełsatu o rzeczywistości w białoruskim więzieniu.
Źródło zdjęć: © Getty Images, Wikimedia Commons | Contributor, Viasna
Karol Osiński

Kaciaryna Andrejewa, dziennikarka Biełsatu, przez niemal pięć i pół roku była więziona na Białorusi za relacjonowanie protestów po wyborach z 2020 roku. W rozmowie z "Wyborczą" opowiedziała o brutalnych realiach białoruskiego systemu penitencjarnego, presji ze strony KGB oraz kulisach uwolnienia Andrzeja Poczobuta.

Kaciaryna Andrejewa opowiedziała o codzienności w białoruskim więzieniu

Andrejewa została zatrzymana w listopadzie 2020 roku razem z operatorką Darią Czulcową podczas transmisji protestu ku pamięci Ramana Bandarenki. Obie relacjonowały wydarzenia z mieszkania w Mińsku. Dziennikarka wspomina, że już wtedy było jasne, iż służby prowadziły przeciwko nim niemal wojskową operację.

– Gdy nad blokiem pojawił się dron, wiedziałyśmy, że nie ma ucieczki – wspominała.

Po zatrzymaniu trafiła do aresztów w Akreścinie i Żodzinie. Opisywała przepełnione cele, pleśń, karaluchy i fatalne jedzenie. Jak mówiła, więźniarki spały na zmianę, a sanitariaty przypominały "dziurę w betonowym podeście". Szczególnie zapamiętała transport do kolonii karnej w Homlu.

– Strażnicy trzymali rottweilery tak blisko, że ich zęby miałam na wysokości twarzy – relacjonowała.

Początkowo Andrejewa została skazana na dwa lata więzienia, jednak później usłyszała kolejne zarzuty. Ostatecznie jej wyrok zwiększono do ponad ośmiu lat. Jak twierdzi, druga sprawa była objęta klauzulą tajności, a zarzuty miały być formą zemsty za działalność dziennikarską i współpracę z Biełsatem.

Dziennikarka opowiadała również o codzienności w kolonii karnej nr 4 w Homlu. Więźniarki polityczne szyły mundury dla białoruskich służb, pracowały fizycznie i były zmuszane do oglądania propagandowej telewizji państwowej. Administracja wykorzystywała więźniarki kryminalne do wywierania presji psychicznej na osadzone polityczne.

Podczas pierwszej rozmowy grozili mi trzecim wyrokiem i pytali, jak na to zareaguję. 7 marca usłyszałam, że zostanę przeniesiona do szpitala psychiatrycznego w Nowinkach na oddział zamknięty, co wprawiło mnie w absolutny szok. Dwie godziny trzymali mnie w ciasnej celi przejściowej, a potem szybko przenieśli do dwuosobowej celi, gdzie byłam sama do wyjścia. Ten pokój był w całkowitej izolacji dźwiękowej, słyszałam puls we własnych uszach. Chcieli, żeby człowiek zapomniał, kim jest – mówiła "Wyborczej" Kaciaryna Andrejewa.

Andrzej Poczobut był legendą w kolonii karnej. "Walczy o innych"

Jednym z najważniejszych wątków rozmowy była sprawa Andrzeja Poczobuta, który pod koniec kwietnia odzyskał wolność. Andrejewa przyznała, że w kobiecej kolonii dziennikarz i działacz Związku Polaków na Białorusi urósł do rangi symbolu oporu wobec reżimu.

– Krążyła legenda, że nie chce wyjść, dopóki nie zostaną uwolnione wszystkie więźniarki polityczne – opowiadała.

Jak podkreśliła, osadzone przekazywały sobie każdą informację dotyczącą Poczobuta. Wiedziały m.in., że długo odmawiał podpisania prośby o ułaskawienie i nie chciał opuszczać kraju bez gwarancji możliwości powrotu.

Andrejewa została uwolniona w marcu 2026 roku wraz z grupą innych więźniów politycznych. Jej wyjazd z Białorusi był efektem negocjacji prowadzonych z udziałem amerykańskiej delegacji. Sama dziennikarka twierdzi jednak, że zwolnienia nie oznaczają końca represji.

– Nie można mówić o powrocie Białorusi do europejskiej rodziny, dopóki w więzieniach nadal są więźniowie polityczni – oceniła.

Dodała też, że mimo odzyskania wolności nie potrafi jeszcze normalnie funkcjonować. Po latach spędzonych za kratami problem sprawiają jej nawet zwykłe bodźce i otwarta przestrzeń. Największym ciosem pozostaje jednak fakt, że jej mąż, dziennikarz Ihar Iljasz, nadal przebywa w więzieniu.

Wybrane dla Ciebie