Iza zginęła w Walentynki. Za kółkiem siedział jej partner
31-letnia Iza Kania zginęła 14 lutego br. w wypadku w Jastrzębiu-Zdroju, gdy podróżowała na urodziny córki. Siostra zmarłej utrzymuje, że kierujący audi Krystian A., partner kobiety, jechał brawurowo, a prokuratura potwierdza obecność środków odurzających w jego krwi. O sprawie pisze szczegółowo serwis Fakt.pl.
Z relacji Patrycji Kani, siostry 31-latki, wynika, że tego dnia Iza po nocnej zmianie w korporacji taksówkarskiej spotkała się z ukochanym Krystianem, a wieczorem razem wracali do domu, by świętować urodziny jej córki Nikoli. Wówczas zdarzył się tragiczny wypadek. Iza zmarła po krótkim czasie w szpitalu. Kierowca auta, a jednocześnie jej partner, przeżył zdarzenie. O sprawie jako pierwsza szeroko napisała redakcja Fakt.pl.
Głosówka po wypadku od sprawcy. Siostra zmarłej Izy jest oburzona
Siostra zmarłej Izy twierdzi, że Krystian A., który siedział za kierownicą, nawet nie zadzwonił do niej, tylko nagrał krótką wiadomość głosową.
Patrycja... Mieliśmy wypadek... Iza jest nieprzytomna, ale oddycha, czekamy na karetkę... Przepraszam... Boże, Boże... - mówił mężczyzna w głosówce, którą cytuje dla Fakt.pl Patrycja Kania.
Siostra podkreśla dla Fakt.pl, że 14. lutego miał być dla 31-latki ważny nie tylko z powodu Walentynek. Patrycja Kania opowiada, że siostra przygotowywała tego dnia urodzinowe przyjęcie swojej 5-letniej córki i przesłała jej zdjęcie tortu. "Będzie świętowanie" - napisała Iza do Patrycji.
Śledztwo prokuratury trwa. Kierowca auta pozostaje na wolności
Według Patrycji Kani, świadkowie zdarzenia mieli mówić o szybkiej jeździe Krystiana oraz wyprzedzaniu innych aut w czasie opadów śniegu i na śliskiej nawierzchni.
Krewna w rozmowie z tabloidem przekonuje, że Iza jako zawodowy kierowca miała zwracać uwagę na ryzyko i mogła prosić partnera, by zwolnił. Prokuratura zaznacza jednak, że na tym etapie nie posiada jeszcze opinii biegłego, która przesądzałaby o prędkości pojazdu.
Prokurator Jacek Rzeszowski z Prokuratury Rejonowej w Jastrzębiu-Zdroju poinformował, że postępowanie dopiero się rozkręca, ale są już wyniki badań.
- Badanie krwi u sprawcy tego wypadku wykazało obecność środków odurzających, potocznie nazywanych marihuaną - mówił "Faktowi" prokurator Rzeszowski. Dodał też, że rodzina przekazała fiolkę z nieznaną substancją opisaną jako steryd (znalezioną na miejscu wypadku) i zostanie ona przebadana pod kątem ewentualnego wpływu na przebieg zdarzenia.
Patrycja Kania podaje dla Fakt.pl, że śledczy zawnioskowali o areszt dla Krystiana A., ale sąd nie zastosował tego środka zapobiegawczego. Podejrzany otrzymał dozór policyjny i wyszedł za poręczeniem majątkowym w wysokości 10 tys. zł.
Sąd uznał, że nie zachodzi obawa matactwa ani ucieczki, ponieważ podejrzany wymagał leczenia po wypadku. Przyznał się, dlatego nie składaliśmy już zażalenia - mówił "Faktowi" prokurator Rzeszowski. W materiale tabloidu podano, że Krystianowi A. grozi od pięciu do 20 lat więzienia.