Katastrofa polskiego autokaru na Węgrzech. Padły słowa o błędzie

W nocy z 16 na 17 sierpnia na węgierskiej autostradzie M3 rozbił się polski autokar wracający z pielgrzymki do Medjugorie. Zginęło 12 osób, a 10 trafiło do szpitali w stanie krytycznym. Rafał Jańczuk, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych, wskazuje dla "Faktu", że wiele może świadczyć o błędzie człowieka.

.Katastrofa polskiego autokaru na Węgrzech. Padły słowa o błędzie
Źródło zdjęć: © PAP
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Według rozmówcy "Faktu" Rafała Jańczuka wiele wskazuje na błąd ludzki, ale przyczynę ma potwierdzić śledztwo policji.
  • Prezes PSPA ocenia, że nic nie sugeruje awarii autokaru i że pojazd wyglądał na sprawny technicznie.
  • Jańczuk przypomina o obowiązku zapinania pasów w autokarze i wskazuje, że część ofiar mogła ich nie mieć.

Na Węgrzech trwa analiza jednego z najtragiczniejszych w ostatnim czasie wypadków z udziałem polskiego autokaru. Pojazd przewoził pielgrzymów wracających z Medjugorie, a do zdarzenia doszło w nocy na autostradzie M3 w północno-wschodniej części kraju. Bilans jest dramatyczny: 12 osób zginęło, a 10 zostało hospitalizowanych w stanie krytycznym.

Rafał Jańczuk, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych, mówi w rozmowie z "Faktem", że na dziś najbardziej prawdopodobny scenariusz dotyczy błędu człowieka.


WIDEO
41-latek z Płońska sforsował kwiatomat. Miał konkretny cel


Wszystko wskazuje na to, że przyczyną był zwyczajny błąd ludzki - podkreśla, zastrzegając, że ostateczne wnioski przyniesie postępowanie prowadzone przez policję.

Jańczuk zaznacza, że na tym etapie trudno jednoznacznie ustalić, co dokładnie wydarzyło się w kabinie autokaru. Jednym z możliwych scenariuszy jest zasłabnięcie kierowcy. Ekspert nie dostrzega jednocześnie przesłanek wskazujących na awarię techniczną pojazdu. Jego zdaniem autokar, sądząc po jego ogólnym stanie oraz wyglądzie opon, sprawiał wrażenie dobrze utrzymanego i znajdował się prawdopodobnie w dobrym stanie technicznym.

W rozmowie z "Faktem" prezes PSPA zwraca również uwagę na bezpieczeństwo pasażerów i obowiązek korzystania z pasów bezpieczeństwa podczas podróży autokarem. Jak podkreśla, za brak zapiętych pasów może grozić mandat.

Z jego doświadczeń wynika, że kierowcy często muszą przypominać podróżnym o tym obowiązku, a w skrajnych przypadkach decydują się nawet na zatrzymanie autokaru. Zdarzało się, że kierowca odmawiał kontynuowania jazdy, gdy pasażerowie nie chcieli zapiąć pasów, co później kończyło się skargami na jego zachowanie.

Jańczuk zaznacza, że nie można wykluczyć wpływu niezapiętych pasów na liczbę ofiar tragedii. Jego zdaniem część osób mogła ponieść śmierć właśnie w wyniku braku zapiętych pasów podczas wypadku.

Podkreśla przy tym, że kierowca nie jest w stanie kontrolować w czasie jazdy, czy wszyscy pasażerowie przestrzegają tego obowiązku. Z jego obserwacji wynika, że dzieci częściej stosują się do przepisów, podczas gdy dorośli często lekceważą obowiązek zapinania pasów.

Jazda nocą i presja na długie trasy

Rozmówcy z branży, z którymi "Fakt" rozmawiał nieoficjalnie, także wskazują na czynnik ludzki, a w tle na zmęczenie.

W nocy powinno się spać, a nie siedzieć za kółkiem - mówi anonimowo jeden z właścicieli firmy przewozowej. Według niego część biur podróży ma ograniczać koszty długich wyjazdów, zmniejszając liczbę noclegów, co wydłuża czas jazdy.

Prezes PSPA przypomina, że przepisy dotyczące czasu pracy kierowców autokarów pozwalają na bardzo długie podróże. Trasa może trwać do 21 godzin, z czego maksymalnie 18 godzin przypada na prowadzenie pojazdu, a pozostały czas obejmują przerwy. Kierowcy podczas podróży zmieniają się co 4,5 godziny w ciągu dnia i co 3 godziny w nocy.

Jańczuk zwraca również uwagę na spadek czujności nad ranem, który jego zdaniem najczęściej pojawia się między godz. 4 a 6. Jak wynika z informacji "Faktu", po tragedii branża przewozowa spodziewa się większej liczby pytań o bezpieczeństwo oraz częstszych kontroli, ponieważ tego typu zdarzenia wpływają na cały rynek przewozów.

Przewoźnik oraz zespoły medyczne ściśle współpracują z rodzinami oraz polskimi służbami, aby jak najszybciej zakończyć proces powrotu do zdrowia i sprowadzić ofiary do domu. Służby na miejscu udzielają wyczerpujących informacji oraz zapewniają pełne wsparcie psychologiczne dla wszystkich potrzebujących.

Wybrane dla Ciebie