Katastrofa samolotu. Dotarli do świadka. Wszystko opisał
Podczas akcji gaśniczej na Lubelszczyźnie rozbił się samolot gaśniczy Dromader, a pilot zginął na miejscu. Według świadka zdarzenia maszyna straciła siłę nośną w trakcie zakrętu lub zawracania. Okoliczności ma wyjaśnić komisja i prokuratura.
Od 5 kwietnia strażacy prowadzą działania przy pożarze lasu w nadleśnictwie Józefów na Lubelszczyźnie. Ogień objął ok. 250 hektarów. W trakcie tej akcji doszło do katastrofy samolotu gaśniczego. Do wypadku miało dojść podczas dolotu na miejsce działań.
Regina Klimaszewska z Lasów Państwowych przekazała "Faktowi", że sprawę zbadają Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych oraz prokuratura. To ich ustalenia mają odpowiedzieć na pytania o przyczyny tragedii.
Gen. Ryszard Grosset, były zastępca komendanta głównego PSP, zwraca uwagę w rozmowie z "Faktem", że loty gaśnicze należą do najbardziej wymagających zadań dla pilotów. Podkreśla, że do takich akcji kieruje się zwykle najbardziej doświadczonych lotników, bo warunki nad strefą pożaru potrafią szybko się zmieniać.
Do katastrofy doszło podczas dolotu na miejsce akcji. Jest zdecydowanie za wcześnie na jakiekolwiek spekulacje. Według relacji naocznego świadka, z którym rozmawiałem, pilot wykonywał manewr zakrętu lub zawracania i w tym momencie maszyna straciła siłę nośną - mówi "Faktowi" gen. Grosset.
Generał wyjaśnia, że samolot po zrzucie może nagle stać się lżejszy nawet o dwie tony. Maszyna operuje przy tym nisko, w rejonie, gdzie występują silne prądy wznoszące i zmienne "noszenie". To wymaga od pilota bardzo szybkiej reakcji na zachowanie samolotu - relacjonuje dziennik.
W ocenie gen. Ryszarda Grosseta na tym etapie nie ma podstaw, by przesądzać o błędzie pilota.
Generał przypomina także, że Dromadery są uznawane za jedne z najlepszych samolotów wykorzystywanych w tego typu działaniach i trafiają z Polski na rynki zagraniczne.