Najważniejsze informacje
- Edward Marchion kupił dom w Burlington za 525 tys. dolarów bez możliwości wcześniejszego obejrzenia wnętrza.
- W środku znaleziono szczątki trzech osób, z czego dwie już zidentyfikowano.
- Policja w Connecticut podała, że na razie nie ma przesłanek wskazujących na przestępstwo.
Do zdarzenia doszło w Burlington w stanie Connecticut w USA. Jak informuje serwis LadBible, Edward Marchion kupił w czerwcu na licytacji czteropokojowy dom po tym, jak nieruchomość została przejęta przez bank. Sprzedaż odbywała się na szczególnych zasadach – nabywca nie miał możliwości wcześniejszego obejrzenia wnętrza, a budynek oferowano w stanie zastanym.
Nieruchomość kosztowała 525 tys. dolarów i obejmowała działkę o powierzchni przekraczającej 81 arów, a także patio i jacuzzi. Jak podał "Wall Street Journal", wartość domu szacowano na 650 tys. dolarów, dlatego oferta mogła wydawać się wyjątkowo atrakcyjna. Po pierwszym wejściu do środka nowy właściciel dokonał jednak makabrycznego odkrycia – znalazł szczątki trzech osób i natychmiast wezwał policję.
WIDEOWiozła znajomych na masce. Policja nie miała litości
Śledczy potwierdzili już tożsamość dwóch ofiar. To Sally Anne Cash, która w tym tygodniu obchodziłaby 54. urodziny, oraz jej 23-letni syn Brian. Tożsamość trzeciej osoby nadal pozostaje nieznana, a próbki DNA analizuje biuro lekarza sądowego w Connecticut. Służby nie poinformowały, jak długo szczątki znajdowały się w domu ani co było przyczyną śmierci.
Nie ma przesłanek wskazujących na podejrzane okoliczności - przekazała policja w komunikacie cytowanym przez LadBible.
Zaniedbana posesja przed licytacją
Carragher relacjonował, że podczas próby doręczenia dokumentów dotyczących przejęcia nieruchomości miał trudności z dotarciem do domu, ponieważ posesja była mocno zarośnięta. Funkcjonariusz dodał, że pukał do drzwi, ale nikt nie odpowiedział. Jego zdaniem budynek wyglądał na opuszczony, a jeden z sąsiadów miał powiedzieć, że mieszkańców nie widziano od lat.
Musiałem wspiąć się na balkon, żeby dostać się do drzwi, ponieważ drzewa były tak rozrośnięte. Nie mogłem przejść ścieżką – mówił w rozmowie z "CT Insider".
Funkcjonariusz dodał, że pukał do drzwi, ale nikt nie odpowiedział. Jego zdaniem budynek wyglądał na opuszczony, a jeden z sąsiadów miał powiedzieć, że mieszkańców nie widziano od lat.