Lekarz poświęcił ciało nauce. Widok jego grobu łamie serce. "Byłam w szoku"

Wysokie trawy, brak alejek, rozlatujące się krzyże. Tak wygląda cmentarz przy ulicy Zakładowej w Łodzi. To tutaj chowane są osoby ubogie, bezdomne, bezimienne. Tutaj też lądują płody i szczątki ludzkie. Wśród nich - szczątki Bohdana Bieniaka, lekarza który swoje ciało oddał na potrzeby nauki. Jego córka nie chce tu przyjeżdżać, aby zobaczyć jak skończył jej ojciec.

Cmentarz przy Zakładowej w Łodzi - tu pochowano dra BieniakaCmentarz przy Zakładowej w Łodzi - tu pochowano dra Bieniaka
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza | Fot. Marcin Stepien / Agencja Wyborcza.pl

Od śmierci pana Bohdana mija już sześć lat.

Tata był lekarzem z powołania. Całe życie poświęcił medycynie - opowiada dziennikarzowi łódzkiej "Wyborczej" córka Bohdana Bieniaka, Małgorzata, która od 25 lat pracuje w Niemczech jako pielęgniarka-opiekunka ludzi starszych.

Jej ojciec był urologiem i naukowcem, 50 lat kariery zawodowej spędził w szpitalu Pirogowa. Praca była dla niego zarówno powołaniem, jak i hobby. Nawet na emeryturze jeszcze pracował za minimalną stawkę. Przestał, kiedy wiek sprawił, że odebrano mu prawo do wykonywania zawodu.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Runął most w Niemczech. Wielki fragment wpadł do rzeki

Ale i potem do szpitala wracał, czasem już też jako pacjent. Powtarzał, że nie może zerwać tych kontaktów, bo to jego życie. Należał do tego miejsca i do ludzi. Być lekarzem do końca życia - takie było jego przesłanie - wspominała córka pana Bohdana.

Od lat Bohdan Bieniak uczulał córkę, że chce, aby po śmierci przekazała jego ciało na cele naukowe.

Przyjechała 800 km, żeby spędzić z ojcem ostatnie dwa tygodnie. Mogiła, w której spoczął, przeraża

Pani Małgorzata mieszkała już w Niemczech, jak dostała od ojca telefon. Usłyszała, że źle się czuje. Dzień później miał zawał. Ruszyła 800 km do Łodzi.

Spędziła z ojcem ostatnie dwa tygodnie jego życia i już wtedy robiła wszystko, żeby po śmierci można było przekazać jego ciało Uniwersytetowi Medycznemu. Bohdan Bieniak zmarł w wieku 90 lat - 18 maja 2018 roku. Jego ciało, tak jak sobie tego życzył, trafiło do Uniwersytetu Medycznego.

Sześć lat to czas, w jakim uniwersytet bada przekazane mu zwłoki. Po tym czasie zostają one skremowane i pochowane. Pani Małgorzata poprosiła znajomą, żeby ustaliła, gdzie pochowano jej tatę, gdyż ona sama była w Niemczech. Chciała wiedzieć, gdzie bliscy mogliby przyjść, położyć znicz.

Umowa z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi zakłada, że imię, nazwisko, daty urodzenia i śmierci znajdą się na tablicy pamiątkowej zmarłego, jeśli on sam wyraził taką zgodę. Nie wiadomo, jak było w przypadku pana Bieniaka.

Ale znajoma pani Małgorzaty nie była gotowa na to, co zobaczyła. Kopce ziemi, wysoka trawa, chwasty, poprzewracane i przechylone krzyże, niektóre połamane. Brak alejek.

Byłam w szoku, że to miejsce tak wygląda. Nie twierdzę, że powinny tu być nie wiadomo jakie pomniki, ale może chociaż równy i zadbany teren, jakiś płotek, wyodrębnione ścieżki. Chowanie ludzi w takich warunkach to brak szacunku, to odarcie z godności - stwierdziła przyjaciółka pani Małgorzaty w rozmowie z "Wyborczą".

Pani Małgorzata przyznała, że taki widok kojarzy jej się z pochówkiem po wojnie. I że nie chce przyjeżdżać, żeby zobaczyć to na własne oczy.

Boję się, że wpadnę w stan depresyjny, w jakąś emocjonalną dziurę - mówi.

Kierownik cmentarza tłumaczy, że administracja tego miejsca robi co może, aby wyglądał jak najlepiej. Ale trawa zarasta, a krzyże się łamią.

Są drewniane, więc po jakimś czasie się łamią i co trzy, cztery lata musimy je wymieniać. Nie mamy tyle pieniędzy, by wymienić wszystkie. Jest ich kilka tysięcy - przyznaje Sebastian Piątkowski.

Na prace porządkowe też brakuje funduszy. Koszeniem terenu cmentarza zajmuje się tylko jedna osoba.

Źródło artykułu: o2pl
Wybrane dla Ciebie