Lekarze nie wykryli wady u dziewczynki. "Mogła się udusić"

Rodzice Marcelinki usłyszeli po porodzie w szpitalu w Jeleniej Górze, że ich córka jest zdrowa, mimo że dziewczynka od początku miała problemy z jedzeniem. Dopiero w placówce w Złotoryi rozpoznano u niemowlaka rozszczep podniebienia miękkiego. Rodzice – słysząc diagnozę – byli w szoku. O sprawie informuje "Fakt".

szpital, służba zdrowia, zdrowieLekarze nie wykryli wady u dziewczynki. Rodzice żądają wyjaśnień (zdj. ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Anna Jurkovska
Agnieszka Potoczny-Łagowska

Według relacji Moniki (matki Marcelinki), która rozmawiała z "Faktem", córka, która przyszła na świat 11 lipca br., od początku nie chciała ssać ani piersi, ani smoczka. Podczas karmienia zachłystywała się, a mleko wypływało jej przez nos. Zaniepokojeni rodzice zgłaszali te objawy specjalistom w szpitalu w Jeleniej Górze.

Początkowo lekarze z placówki brali pod uwagę wadę wrodzoną szczęki, a dziecko skonsultowano także z neurologopedą. Przyczyna trudności w jedzeniu pozostawała jednak wciąż nieustalona. Rodzice nie dostali wówczas żadnej informacji o rozszczepie podniebienia.

Lekarze nie wykryli wady u dziewczynki. Rodzice żądają wyjaśnień

19 września br. Marcelinka dostała gorączki. Miała też biegunkę. Rodzice zgłosili się z nią do szpitala w Złotoryi. Jak podaje "Fakt", podczas badania lekarka rozpoznała rozszczep podniebienia miękkiego. Diagnoza była dla rodziców szokiem, ponieważ wcześniej w Jeleniej Górze zapewniano ich, że córka urodziła się zdrowa.

Monika w rozmowie z tabloidem zastanawiała się, dlaczego wady nie zauważyli lekarze badający dziecko tuż po porodzie. Jednocześnie podkreślała, że jest wdzięczna personelowi w Złotoryi za ustalenie przyczyny problemów z karmieniem.

Kobieta relacjonowała dziennikowi, że po rozpoznaniu skontaktowała się z lekarzem w Jeleniej Górze. Z jej opisu wynikało, że pielęgniarka zapytała ją, dlaczego sama – jako matka – nie zauważyła rozszczepu. Monika odpowiedziała wówczas, że nie zagląda dziecku do gardła, gdy to płacze.

"Kolejne zastrzeżenia dotyczą teleporady z lekarką ze Świerzawy. Jak twierdzi mama Marceliny, gdy poinformowała ją o rozpoznaniu i zapytała, dlaczego wada nie została wcześniej wykryta, usłyszała, że skoro rozszczepu nie zauważyli neonatolog, położne ani pediatrzy, ona również mogła go nie rozpoznać" – czytamy na Fakt.pl.

Rodzice Marcelinki zapowiadają skargi

Monika i Marcin przyznali "Faktowi", że chcą wyjaśnić, czy problemy z karmieniem powinny skłonić personel do przeprowadzenia dodatkowych badań. Zapowiedzieli skargę do dyrekcji szpitala w Jeleniej Górze oraz pismo do rzecznika odpowiedzialności zawodowej przy Dolnośląskiej Izbie Lekarskiej we Wrocławiu. Zależy im na ustaleniu, czy rozszczep można było rozpoznać wcześniej i czy córka miała szansę szybciej otrzymać właściwą pomoc.

Nasza córka w każdej chwili mogła się udusić – powiedziała dziennikowi Monika.

Reporter "Faktu" przesłał pytania dyrekcji szpitala w Jeleniej Górze 26 września. Placówka odpowiedziała 14 października, odmawiając przekazania informacji na temat tego konkretnego przypadku. Dyrekcja powołała się na tajemnicę medyczną i wskazała, że osoby wykonujące zawody medyczne muszą zachować poufność informacji dotyczących pacjenta.

Rodzice – jak przyznali tabloidowi – nie zamierzają rezygnować z wyjaśnienia, dlaczego rozpoznanie rozszczepu podniebienia nastąpiło dopiero we wrześniu.

Wybrane dla Ciebie