Miała tylko 12 lat. Zginęła cała rodzina. "Nie mam zdjęcia ani grobu"
19 kwietnia 2026 r. przypada 83. rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim. – Miałam 12 lat i byłam już dorosłą dziewczyną – mówi Krystyna Brudnicka, jedna z ocalałych, w poruszającym nagraniu, które trudno obejrzeć bez emocji. Jej wspomnienia to nie tylko zapis osobistej tragedii, ale też świadectwo czasu, w którym dzieci musiały podejmować decyzje na granicy życia i śmierci.
W kwietniu 1943 roku, podczas żydowskiej Paschy, niemieckie oddziały rozpoczęły ostateczną likwidację getta warszawskiego. Zamknięci tam Żydzi – blisko pół miliona ludzi – stanęli przed wyborem: bierna śmierć lub walka. Członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej pod dowództwem Mordechaja Anielewicza oraz bojownicy Żydowskiego Związku Wojskowego podjęli nierówną walkę, która przeszła do historii jako jedno z najbardziej dramatycznych powstań II wojny światowej.
Na tle tych wydarzeń wybrzmiewa historia Brudnickiej – jeszcze bardziej osobista i przejmująca. Opowiada o matce, która kazała jej wyjść z kanału, choć sama nie miała już sił, by się uratować. "Mama mnie przeznaczyła do życia" – wspomina.
Dopiero po wielu latach zrozumiała, jak niezwykłe było jej ocalenie. "To cud, że żyję" – mówi. Dziś traktuje swoje świadectwo jako obowiązek wobec tych, którzy zginęli. Nie ma ich zdjęć ani grobów, ale – jak podkreśla – istnieją w jej pamięci. Każde wspomnienie jest dla nich symbolicznym pomnikiem.
Powstanie w getcie warszawskim zakończyło się 16 maja 1943 roku, gdy Niemcy wysadzili Wielką Synagogę przy ul. Tłomackiej, niszcząc ostatni symbol życia żydowskiego w tej części miasta. Jednak historie takie jak ta pokazują, że pamięć przetrwała.
Świadectwo Krystyny Brudnickiej to coś więcej niż relacja historyczna – to głos świadka, który przypomina, do czego prowadzi nienawiść. Warto go usłyszeć do końca.