"Mielno" pod cmentarzem. Ten festyn powinno się zlikwidować [OPINIA]

Wszystkich Świętych to czas zadumy, wspominania bliskich i odwiedzania cmentarzy. Wystarczy jednak oddalić się o kilka kroków od nekropolii, by trafić w zupełnie inny świat. Balony, pluszaki, kolorowe zabawki i słodycze potrafią stworzyć atmosferę bardziej przypominającą nadmorski deptak niż okolice miejsca spoczynku naszych bliskich. W tym roku ten widok wyjątkowo mocno mnie uderzył. I uważam, że najwyższy czas zastanowić się, czy taki handel powinien mieć miejsce.

"Festyn" Wszystkich Świętych. To sprzedaje się pod cmentarzami"Festyn" Wszystkich Świętych. To sprzedaje się pod cmentarzami
Źródło zdjęć: © Zdjęcie ilustracyjne | Anna Kurek, Canva • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Anna Kurek

1 listopada to dla większości Polaków wyjątkowy dzień. Nie znam osoby, która powiedziałaby mi, że "nie obchodzi" Wszystkich Świętych, chociaż oczywiście z różnych powodów nie każdy mógł dotrzeć na groby swoich bliskich. I chociaż ma być to czas zadumy, refleksji nad życiem i wspominek, atmosfera pod cmentarzem czasem bardziej przypomina tę wakacyjną.

W wielkich miastach "festyny" trwały w tym roku od piątku do niedzieli. A co można kupić poza zniczami i kwiatami? Słodycze, balony, zabawki. Cmentarz zmienia się w wesołe miasteczko; wystarczy podejść pod bramę.

Zwykle nie zwracałam na to większej uwagi, jednak w tym roku, gdy jestem w żałobie po stracie bliskiej osoby, poczułam się tam nie na miejscu. Brakowało tylko okrzyków rodem z plaży: "Lody, kukurydza, zimne piwko!" Alkohol oczywiście też był – ja widziałam grzane wino.

Pańska skórka i trupi miodek. Co robią pod cmentarzem?

Skoro już decyduję się oceniać sprzedawane towary, dodam od razu, że wcale nie kazałabym wszystkim zwijać swoich straganów. Słodycze takie jak pańska skórka czy trupi miodek całkiem trafnie nawiązują do tradycji Dziadów i dzielenia się posiłkiem z duszami przodków.

Te regionalne przysmaki z Warszawy i Krakowa znane są doskonale od lat 20. XX wieku. Tureckie specjały mogą zaskakiwać, ale mnie nie oburzają. Jest też oczywiście praktyczny aspekt – jeśli ktoś przyjeżdża z daleka, może być zwyczajnie głodny.

Festyn jak w Mielnie. To kupisz pod cmentarzem

Kolorowe gniotki, balony, pluszaki. Wszystko to widziałam na stoiskach w stolicy. Podejrzewam, że w innych dużych miastach było podobnie. Dlaczego takie stragany wciąż się pojawiają? O ile rozumiem, że maskotka może być całkiem udaną pamiątką z wakacji, to czy naprawdę nasza pociecha musi mieć też pamiątkę z cmentarza?

Chyba że ktoś potrafi dorobić do tego ciekawe przesłanie – może to "prezent od babci" z zaświatów, której dziecko nigdy nie poznało, a rodzice chcą mu w ten sposób wynagrodzić jej nieobecność? Trochę makabryczna wizja, jednak jeśli ktoś umie tak połączyć komercję z obchodami Wszystkich Świętych, to serdecznie gratuluję. Ja nie mogę tego zrozumieć.

Dajmy odpocząć portfelom

Nie wiem również, jak może przeszkadzać nam Halloween i przebrane dzieciaki, a jednocześnie nie czujemy wstydu przed kupowaniem balonów i kolorowych śmieci dla najmłodszych pod cmentarzem.

Przecież przeciwnicy obchodów 31 października często powołują się właśnie na brak godnego podejścia do istoty śmierci. A skoro stoiska są, to znaczy, że są też chętni. Nam, Polakom, brakuje czasem zdecydowania i to moim zdaniem właśnie taki przypadek.

Czy uważam, że ten festyn powinno się zlikwidować? Po tym, co zobaczyłam w tym roku, uważam, że tak, a przynajmniej ograniczyć go i dać jasne wytyczne, co może na stoiskach się znajdować, by nie zakłócać nam tego spokoju, jakiego szukamy w tym dniu i tym. Miejsce zabawek i pamiątek jest w górach i nad morzem. Nasze portfele też czasem potrzebują odpoczynku.

Wybrane dla Ciebie