Mieszkańcy boją się psów z Nowego Dworu. Jednego dnia zaatakowały dwa zwierzęta

Mieszkańcy Nowego Dworu pod Oławą alarmują, że czują się zagrożeni przez psy należące do jednej z mieszkanek. "Gazeta Wyborcza" podake, że w ciągu jednego dnia zwierzęta miały zaatakować dwa psy — chihuahua zginął, a owczarek niemiecki został zaatakowany na własnej posesji. Sąsiedzi twierdzą, że podobne sytuacje miały miejsce już wcześniej i domagają się reakcji służb.

(zdj. podgl.).(zdj. podgl.).
Źródło zdjęć: © Getty Images | FreshSplash
Karol Osiński

Do pierwszego zdarzenia doszło 16 czerwca. Według relacji mieszkańców duży brązowy pies wbiegł na prywatną posesję i zaatakował niewielkiego psa o imieniu Czarek. Zwierzę nie przeżyło ataku. Później martwy czworonóg miał zostać znaleziony w pobliżu przystanku autobusowego.

Całe zdarzenie zarejestrowała kamera monitoringu. Nagranie zostało wcześniej pokazane przez TVN24.

Sąsiedzi ostrzegają: "Boimy się o dzieci"

Mieszkańcy twierdzą, że agresywny pies należy do około 50-letniej kobiety z Nowego Dworu, która ma kilka zwierząt. Według ich relacji największe obawy wzbudzają trzy duże psy, które są regularnie wyprowadzane na smyczach, ale bez kagańców.

— Jak się je spotka na ulicy, człowiek się boi. To są duże psy i nie wiadomo, czy właścicielki byłyby w stanie je utrzymać — opowiada jeden z mieszkańców w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Sąsiedzi wskazują także, że zwierzęta miały wcześniej samodzielnie opuszczać posesję.

— To nie jest normalne ogrodzenie, tylko posklejane siatki. Psy mogą wyjść w każdej chwili — mówi jedna z mieszkanek "Gazecie Wyborczej".

Dodaje, że szczególnie martwi ją bliskość placu zabaw i obecność dzieci w okolicy.

Tego samego dnia wydarzył się kolejny atak

Kilka godzin po zagryzieniu chihuahuy ten sam pies miał pojawić się na sąsiedniej posesji i zaatakować owczarka niemieckiego.

Właścicielka psa relacjonuje, że zwierzę rzuciło się na jej czworonoga i próbowało chwycić go za szyję.

— Patrzył tylko na gardło. Na szczęście nie udało mu się przegryźć przez grubą sierść — opowiada.

Rodzina miała przepędzić agresywnego psa, używając kijów. Zwierzę wybiegło na ulicę.

Według mieszkańców właścicielki psa miały później twierdzić, że zwierzę zostało zranione podczas obrony. Pies został zbadany przez weterynarza.

Mieszkańcy chcą odebrania psów

Sąsiedzi twierdzą, że podobne problemy miały pojawiać się już wcześniej. Według ich relacji kilka lat temu inne psy tych samych właścicielek miały zaatakować człowieka i inne zwierzę.

Po ostatnich wydarzeniach mieszkańcy zaczęli zbierać podpisy pod petycją do władz gminy Jelcz-Laskowice w sprawie odebrania psów.

— Nie chcemy tych zwierząt w naszej okolicy. Boimy się o siebie i dzieci — mówią.

23 czerwca na posesji miała odbyć się kontrola z udziałem przedstawicieli urzędu, policji, ośrodka pomocy społecznej oraz lekarza weterynarii. Na razie nie podano jej wyników.

"Gazeta Wyborcza" podaje, że próby kontaktu z właścicielkami psów nie przyniosły skutku.

Wybrane dla Ciebie