Myśleli, że to pies. Prawda okazała się inna

48

Turyści zabrali ze szlaku w Beskidach zgubionego "psa". Okazało się, że jest to szczenię wilka, którego matka najprawdopodobniej została spłoszona. Teraz wilczątko przebywa w ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt i wkrótce wróci do lasu.

Myśleli, że to pies. Prawda okazała się inna
Turyści znaleźli na szlaku w Beskidach szczenię wilka (Facebook)

Niefortunna pomyłka miała miejsce na szlaku górskim w Beskidach. Turyści znaleźli szczenię, które przypominało im owczarka niemieckiego. Pomyśleli, że pies się zgubił i postanowili mu pomóc. Zabrali więc go ze sobą i przekazali do miejskiego zoo w Żywcu. Weterynarze na miejscu stwierdzili, że nie jest to pies, tylko mały wilk, dlatego przekazali szczenię do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt.

Liderka Stowarzyszenia dla Natury Wilk Sabina Nowak podkreśla, że nie wolno zabierać małych wilków z lasu. Dodaje jednak, że nie wini ludzi, którzy chcieli uratować szczeniaka. "Trudno mieć pretensje do ludzi. Nie mieli bladego pojęcia, że to wilczek. Maluch wygląda jak szczenię psa w typie owczarka niemieckiego. Chcieli pomóc. To naturalna reakcja wynikająca z wrażliwości" - mówi.

Wilczyca zgubiła dziecko

Jak relacjonowali turyści, zobaczyli psa, który niósł w pysku szczenię i je upuścił niedaleko nich. Ale aktywiści mówią, że pies nie mógł się tak zachować, dlatego najprawdopodobniej była to wilczyca. Została spłoszona przez przechodzących obok turystów oraz luzem wypuszczonego psa.

Matka mogła w panice przenosić młode. To się normalnie nie dzieje. W przypadku zagrożenia wilki przenoszą młode tylko w godzinach późnowieczornych. Tu musiała być bardzo napięta sytuacja. Prawdopodobne jest zatem, że był to jakiś pies - uważa Sabina Nowak.

Wkrótce wilczątko wróci do lasu

Według doniesień weterynarzy, którzy zbadali zwierzę, mały wilk ma około dwóch tygodni. Jest całkowicie zdrowy, ale mocno zestresowany po tym, co się z nim stało. Przyrodnicy ze Stowarzyszenia dla Natury Wilk chcą go oddać jego rodzinie.

Czekamy na moment, gdy nieco "odsapnie". Odżywiamy go i ogrzewamy. Intensywnie szukamy jego watahy. Czekamy też, aż minie najbliższe "szaleństwo" weekendowe, by go wypuścić - powiedziała Sabina Nowak.

Jak dodała, członkowie stowarzyszenia, którzy od ponad 20 lat badają życie drapieżników m.in. w beskidzkich lasach, wiedzą już dużo o żyjących w nich watahach, ale musieli ustawić dodatkowy sprzęt monitorujący, by znaleźć świeże ślady aktywności rodziny malucha.

Trwa ładowanie wpisu:facebook
Autor: BA
Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić