Niedźwiedź zaatakował. "Wędruje i szuka nowych miejsc". Myśliwi komentują
Śmierć 58-letniej kobiety po ataku niedźwiedzia w okolicach Płonnej w Bieszczadach wstrząsnęła Polską i wywołała dyskusję o bezpieczeństwie w lasach. Leśnicy wskazują na rosnące ryzyko kontaktów ludzi z tym drapieżnikiem. – Możliwość jego spotkania staje się coraz bardziej realna – przyznają zgodnie myśliwi z Koła Łowieckiego "Żubr" w rozmowie z o2.pl.
58-letnia kobieta zginęła po ataku niedźwiedzia w lesie w okolicach Płonnej (gmina Bukowsko, powiat sanocki). Sprawą zajmuje się prokuratura, a tragedia wywołała poruszenie w regionie. 24 kwietnia redakcja o2.pl skontaktowała się z Kołem Łowieckim "Żubr" w Sanoku. Zadaliśmy myśliwym kilka pytań, m.in. czy w związku z tragedią będą reagować w terenie lub poszukiwać konkretnego osobnika.
Darzbór! Jako myśliwi nie mamy kompetencji w tego typu działaniach. Populacjami zwierząt chronionych zarządza właściwy minister i RDOŚ. My możemy tylko łączyć się w bólu z bratem ofiary, który jest naszym kolegą z Koła – przekazali w odpowiedzi.
Tak wygląda sytuacja. Możemy tylko ostrzegać przed niebezpieczeństwem i unikać niebezpiecznych spotkań, ale to nie jest takie łatwe, bo niedźwiedź nie trzyma się tylko jednego miejsca, ale wędruje, gdzie mu przyjdzie ochota... Nie trzyma się tylko swoich ostoi, ale szuka nowych miejsc żerowania i bytowania. Możliwość jego spotkania staje się coraz bardziej realna, a przykładem na to są ostrzegawcze znaki np. w Uzdrowisku Rymanów czy Iwonicz – dodali.
Komunikat Bieszczadzkiego Parku Narodowego
Do tragedii odniósł się także Bieszczadzki Park Narodowy, publikując obszerny komunikat. Podkreślono w nim, że zdarzenie miało charakter wyjątkowy i należy do bardzo rzadkich w Polsce.
W tym przypadku nie doszło do wejścia niedźwiedzia w pobliże osad – to człowiek znalazł się w obszarze bytowania zwierzęcia – zaznaczono. Park zwrócił uwagę, że wiosną częściej dochodzi do bliskich spotkań z niedźwiedziami, zwłaszcza samicami z młodymi, które mogą reagować gwałtownie w sytuacji zagrożenia.
W komunikacie podkreślono również, że takie zachowania są naturalne i wynikają z instynktu obronnego zwierząt. Jednocześnie zdementowano pojawiające się opinie o nadmiernej liczbie niedźwiedzi, wskazując, że nie znajdują one potwierdzenia w danych naukowych.
Park przypomniał także podstawowe zasady bezpieczeństwa w lesie, apelując m.in. o unikanie samotnych wypraw poza szlakami, sygnalizowanie swojej obecności oraz zachowanie szczególnej ostrożności w gęstych zaroślach.
Niedźwiedź zaatakował. Jak doszło do tragedii?
Do zdarzenia doszło w czwartek, 23 kwietnia 2026 roku, przed południem. 58-letnia mieszkanka powiatu sanockiego przebywała w lesie razem ze swoim 27-letnim synem. Według ustaleń mogli szukać poroża. W pewnym momencie rozdzielili się.
Około godziny 10.30 syn odebrał od matki dramatyczny telefon. W trakcie rozmowy kobieta miała krzyczeć, że atakuje ją niedźwiedź. Połączenie nagle się urwało. Mężczyzna ruszył na pomoc i po pewnym czasie odnalazł matkę z ciężkimi obrażeniami. Na miejsce wezwano służby. Policjanci, którzy dotarli do kompleksu leśnego, potwierdzili śmierć kobiety.
Jak relacjonowali strażacy, obrażenia były bardzo rozległe, a trudny, zalesiony teren utrudniał prowadzenie działań. Ratownicy medyczni, którzy przybyli na miejsce po godzinie 12, stwierdzili zgon.
Prokuratura Rejonowa w Sanoku wszczęła postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Zaplanowano sekcję zwłok, a śledczy gromadzą materiał dowodowy, aby dokładnie odtworzyć przebieg tragicznych wydarzeń.
Danuta Pałęga, dziennikarka o2.pl