Niemcy budują potężną armię. Przywrócą powszechny pobór?
Niemiecki rząd w ciągu 9 lat chce, by w wojsko służyło nawet 260 tys. czynnych żołnierzy i mieć rezerwistów w liczbie 200 tys. Według profesora Carlo Masali, będzie to trudne do zrealizowania, bez powszechnego poboru wojskowego.
Niemcy planują znacząco powiększyć liczebność swojej armii w ciągu najbliższych lat, co stanowi część szerszej strategii wzmacniania obronności kraju i regionu. Obecnie w Bundeswehrze służy ok. 182 tys. żołnierzy i nawet 50 tys. rezerwistów.
Plany rządy w Berlinie zakładają, że w ciągu dziewięciu lat uda się dobić do 260 tys. żołnierzy w służbie czynnej oraz zwiększenie liczby rezerwistów do 200 tys. - Każdy specjalista od Bundeswehry powie ci, że nie wierzy, aby dobrowolna służba doprowadziła do osiągnięcia liczebności, której teraz potrzebujemy - mówi w rozmowie z "Faktem" niemiecki ekspert ds. bezpieczeństwa Carlo Masala.
Masala dodaje, że w niemieckim społeczeństwie jest sprzeciw wobec powszechnej służby wojskowej, a wspomniane założenia mogą być możliwe do realizacji tylko wtedy. Na powszechny pobór nie ma również zgody w koalicji rządzącej.
Kompromis, jaki znalazły władze, polega na tym, że będą kontynuować służbę ochotniczą, ale zasadniczo co pół roku będą sprawdzać, ile osób zapisało się na zasadzie dobrowolności do niemieckich sił zbrojnych - tłumaczy ekspert "Faktowi".
Ostatnie dane pokazują, że liczba odmów służby wojskowej wzrosła o 72 proc. w ciągu roku. Ponadto niemieckie wojsko obecnie nie jest w stanie "przetrawić" 200 tysięcy zołnierzy rocznie. W odpowiedzi Bundestag rozważa wariant powrotu do poboru, który byłby realizowany według nowoczesnych zasad.
Chodzi o obowiązkową kwalifikacji wojskowej dla wszystkich młodych mężczyzn oraz możliwość wprowadzenia poboru w drodze losowania, jeśli liczba ochotników okaże się niewystarczająca.
Rozbudowa Bundeswehry łączy się także z dyskusjami na temat europejskiego parasola atomowego. Ekspert Carlo Masala podkreśla, że choć Niemcy w przeszłości posiadały technologię niezbędną do produkcji broni jądrowej, obecnie są w tym zakresie zależne od innych państw NATO, takich jak USA. - Europa nie zdoła zbudować arsenału odstraszającego Rosję w krótkim czasie - wskazuje Masala.