Od wypadku Sebastiana M. przeżywają katusze. "Ja już nie chcę żyć"

Waldemar Biały zaraz po wypadku na autostradzie A1 wypalał 60 papierosów dziennie. Teraz wystarcza mu "zaledwie" paczka. Jego żona Elżbieta mówi, że "jej życie się zatrzymało". Małgorzata Duda ma "dzieci przed oczami", a jej mąż Janusz cały czas płacze. Opinia sądowo-psychiatryczna w sprawie wypadku Sebastiana M. jest porażająca. Publikujemy ją za zgodą bliskich ofiar tragedii na A1.

Dramat rodzin ofiar wypadku na A1. Oskarżonym jest Sebastian M.Dramat rodzin ofiar wypadku na A1. Oskarżonym jest Sebastian M.
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza.pl, o2.pl | Marcin Lewicki, Marcin Stepien
Marcin Lewicki

Dotarliśmy do wstrząsającego dokumentu, który wskazuje, w jakim stanie są rodziny ofiar wypadku na autostradzie A1 w okolicy Piotrkowa Trybunalskiego. Publikujemy przygotowany na jego bazie materiał, aby opinia publiczna poznała faktyczny rozmiar szkody, której doznali bliscy tragicznie zmarłych Patryka Białego, jego żony Martyny Białej i ich 5-letniego syna - Oliwiera.

O spowodowanie wypadku oskarżony jest Sebastian M. Z ustaleń śledczych wynika, że 16 września 2023 roku na autostradzie A1, niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego 35-latek jadący swoim BMW ponad 315 km/h wjechał w osobową Kię. Auto stanęło w płomieniach. Podróżująca nim rodzina zginęła na miejscu.

Proces oskarżonego mężczyzny toczy się od września 2025 roku. M. kilka razy wygłaszał oświadczenia przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim. Prokuraturze Okręgowej w Katowicach, która jest oskarżycielem publicznym, zarzuca "mataczenie" i sugeruje zafałszowywanie dowodów. Twierdzi, że ofiary wypadku nie zginęły w wyniku siły uderzenia, a "w wyniku pożaru".

W ujawnionych przez o2.pl rozmowach z Aresztu Śledczego Sebastian M. twierdził, że "sędzia (prowadząca sprawę Renata Folkman – przyp. red.) jest mu nieprzychylna", a on ewentualną karę odbędzie w Niemczech, z bransoletką na nodze. "I Polsce nic do tego" – powiedział M.

M. przebywa w areszcie od maja 2025 r. Nie poczuwa się do winy. Uważa wręcz, że padł "ofiarą nagonki medialnej". Jak ustalił "Fakt", 35-letni mężczyzna napisał wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich, w którym skarży się m.in. na brak światła słonecznego w celi czy brak możliwości zrobienia prania w areszcie. M. od początku procesu konsekwentnie nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów.

Z traumą po wypadku nie mogą poradzić sobie natomiast najbliżsi ofiar. Na zlecenie Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim biegły sądowo-psychiatryczny przygotował opinię. Wynika z niej, że Waldemar i Elżbieta Biali oraz Janusz i Małgorzata Dudowie do dziś nie wypracowali mechanizmów, które pozwoliłyby im lepiej radzić sobie z traumą po tragedii. Zarówno opis, jak i wnioski z opinii, do której dotarliśmy, są wstrząsające. Rozmowy z bliskimi ofiar wypadku były prowadzone w różnych terminach, opinia zaś została sporządzona w maju tego roku.

Bliscy ofiar tragedii w marcu tego roku zdecydowali się na rozmowę z mediami (m.in. z o2.pl), gdzie również mówili o swoim bólu. Ekspertyza, którą ujawniamy, w pełni pokazała rozmiar ich dramatu i traum.

Elżbieta Biała, matka Patryka, babcia Oliwiera

Biegły zaczyna rozmowę. Kobieta cały czas płacze. Mówi, że "nic już im nie pomoże". Tłumaczy, że czeka, "aby iść tam, gdzie oni są". Tam, gdzie są dzieci. Jej syn, synowa, wnuk. Powtarza to wielokrotnie. W rozmowie z lekarzem mówi, że "życie jej i jej męża zatrzymało się trzy lata temu". W dniu wypadku. Albo dzień po, gdy się o nim dowiedziała. To samo mówiła mi, gdy pierwszy raz zdecydowała się na rozmowę z mediami.

Mieliśmy jedynego syna, jedynego wnuka, jedyną synową. Nie mamy nikogo. Nawet pies nam odszedł z żalu. Oni byli naszym życiem, naszym światełkiem. Ja już nie chcę żyć. Chcę być z nimi, gdziekolwiek są. Każdy dzień jest dla nas męczarnią – wyznała w rozmowie ze mną w marcu 2026 roku Elżbieta Biała.

Matka Patryka i babcia Oliwiera tłumaczy biegłemu, że "nie chce być wśród ludzi". Nie chce rozmawiać o wypadku. Rzadko chodzi na zakupy. Mówi, że praktycznie mieszka na cmentarzu. Jest tam kilka razy dziennie, niekiedy i w nocy.

Biegły opisuje słowa Elżbiety: "Gdy zasypia – błądzi, jest w labiryncie, czegoś szuka". Podczas rozmowy kobieta tłumaczy lekarzowi, że jej życie "to nie jest życie".

Gdybym nie była katoliczką, to już dawno by mnie nie było, tylko to mnie powstrzymuje, nie wiem, czy mnie powstrzyma – mówi mu kobieta.

Rozprawy Sebastiana M.? Są dla niej torturą. - Jestem jakby w innym świecie, jakby mnie tam nie było – dodaje.

Waldemar Biały, tata Patryka, dziadek Oliwiera

21 lat pracował w policji. W drogówce. Widział wiele. Uważał się za twardą osobę. W rozmowie z biegłym płacze. – Jak można sobie radzić, nie ma mojej najukochańszej osoby - mówi. Już w marcu, podczas naszej pierwszej publikowanej rozmowy wyznał mi, że mały Oliwierek był jego największym przyjacielem, oczkiem w głowie.

Biegły nie ma wątpliwości. "Śmierć wnuczka była dla niego straszną tragedią, nie może się wciąż pozbierać" - pisze w opinii. Waldemar podkreśla, że jeździ z żoną na cmentarz, bo "tam są dzieci". Ma problemy ze snem, ciągle przypomina sobie dramatyczne chwile sprzed 3 lat.

Rozprawy to dla niego katusze. Przypominają mu o śmierci dzieci. Sebastian M. to dla niego kłamca.

Jak można znieść te rozprawy, gdy ktoś cały czas w żywe oczy kłamie? Człowiek musi tam siedzieć. To jest nie do wytrzymania. Słuchanie tych głupot - mówi biegłemu Waldemar Biały.

Po wypadku palił 60 papierosów dziennie. Teraz się "ograniczył". Wystarczy mu paczka. Przyznaje, że jego życie to ciągły ból i płacz. Codziennie. Na okrągło.

Małgorzata Duda, matka Martyny, babcia Oliwiera

Nie ma dnia, aby nie czuła się źle. – Wokół tej sprawy cały czas tyle się dzieje – mówi Małgorzata Duda. Biegły zaznacza: ze łzami w oczach. Każde święta czy rocznice to dla niej ból. Jej emocje są spiętrzone, nie może sobie z nimi poradzić. Wiele miesięcy po wypadku nie mogła też spać.

Nadal jest źle. Wstaję w nocy. Kłębią się myśli. Mam cały czas przed oczami dzieci, wypadek, nie potrafię tego poukładać – przyznaje, kiedy biegły pyta o aktualne odczucia.

Nie ma dnia, żeby wraz z mężem nie odwiedziła cmentarza. Bez przerwy odwiedza pokój wnuka. W opinii biegły zaznacza: łamie jej się głos.

Proces w sprawie wypadku? Każda rozprawa jest "traumatycznym doświadczeniem". Sebastian M.? "Nie może go słuchać".

Janusz Duda, tata Martyny, dziadek Oliwiera

Był pewny, że jest twardy. Że nic go nie ruszy. W rozmowie z biegłym przyznaje, że się mylił. Stał się nerwowy, drażliwy. Po wypadku spał po 3 godziny dziennie, nadal ma problemy ze snem. Nigdzie z żoną nie wychodzi. Boli go śmiech i radość innych. Nie ma do nich pretensji, ale czuje ból.

Nie mam w sobie żadnej radości – wyznaje Janusz Duda.

Kontakt utrzymuje tylko z Waldemarem i Elżbietą Białymi. Starają się podtrzymywać wzajemnie na duchu. O ile tak to można nazwać. Jemu i Małgorzacie pomaga obecność syna i synowej. Mieszkają z nimi. Bez nich mogliby nie dać sobie rady.

Trzyma w sobie emocje. Traumę. Biegły nie ma wątpliwości, że nie jest w stanie przejść przez proces pożegnania bliskich.

"Nie mogą przeżyć żałoby"

To dotyczy zresztą każdego z badanych bliskich. Biegły: "stan psychiczny rodzin dalece wykracza poza ramy prawidłowego, normalnego procesu żałoby". Trauma po śmierci dzieci i wnuczka jest zbyt głęboka. Niektóre emocje się wyciszyły, ale nadal są tłumione wewnątrz.

Biegły wskazuje na zaburzenia nastrojów, trudności ze snem i wiele innych objawów świadczących o wstrząsającym przeżyciu.

Nie potrafią spokojnie opowiadać o własnych doświadczeniach związanych z przeżywaniem straty w związku z wypadkiem. Każda z osób doświadczyła potężnej traumy. U każdego z nich doszło do przebudowania sposobu funkcjonowania, postrzegania świata – pisze biegły.

Rokowania? "Niepomyślne". Według biegłego "brak jest w ich życiu punktów odniesienia i zasobów, które uzasadniałyby pozytywne rokowanie w zakresie dolegliwości, które rozwinęły się u nich na bazie przeżytej traumy". Wszyscy będą wymagać opieki. I spokoju. Tak, aby złagodzić ból.

Ważne informacje
Ważne informacje © Szukanie pomocy
Wybrane dla Ciebie