W Niemczech, szczególnie w Brandenburgii, szopy pracze stały się poważnym problemem ekologicznym i gospodarczym, choć niegdyś były traktowane jako chronione. Dziś nazywają je "najbardziej wszystkożernymi zwierzętami na świecie".
Wyjadają jaja z gniazd ptaków, atakują niewielkie ssaki, płazy, gady, ryby, zjadają też rośliny. Ponadto konkurują z innymi drapieżnikami (takimi jak kuny czy lisy) o pokarm. Corocznie odstrzeliwuje się nawet 200 tys., jednak polowania są wyjątkowo wymagające.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEOKot z Ukrainy kontra dron. Zaskakujący finał pojedynku
W związku z tym część niemieckich myśliwych domaga się dodatkowego wynagrodzenia za podjęcie się tego trudnego zadania. Zaproponowali gminom, by płacono im "za ogon". Na łamach "Märkische Allgemeine Zeitung" padła konkretna kwota - 25 euro.
W rejonie Seddiner See oferta została przyjęta. W okolicach tamtejszych jezior szopy pracze obwiniane są za znaczące uszczuplenie populacji zwierzyny. Koła łowieckie narzekają, że chodzi głównie o kaczki, bażanty, zające i kuropatwy.
W kontrze do żądań myśliwych stanęło Niemieckie Stowarzyszenie Ochrony Przyrody. W porozumieniu z innymi działaczami ekologicznymi zaapelowali, by nie traktować szopów praczy jako gatunku inwazyjnego. Jak czytamy w RBB, podkreślono ich prawa do życia.
Federalna Agencja Środowiska również stanęła w ich obronie. Zakomunikowano, że zamiast odstrzałów, można wprowadzić środki zaradcze. To m.in. lepsze zabezpieczenia śmieci, a także budowanie budek lęgowych dla ptaków tak, by szopy nie mogły się do nich dostać, montowanie lepszych ogrodzeń (by ochronić uprawy i sady) i stosowanie odstraszaczy świetlnych oraz dźwiękowych.
Szopy pracze w Niemczech i w Polsce
Szopy pracze pochodzą z Ameryki Północnej. W Europie nie mają wielu naturalnych przeciwników. W Niemczech dziko rozprzestrzeniły się po 1934 roku. W Polsce zwiększoną aktywność tych zwierząt zauważono na początku lat 90 - szczególnie w województwach zachodnich.
U naszych sąsiadów ich liczbę szacuje się na ok. 2 mln. Nad Wisłą jest ich zdecydowanie mniej, jednak prowadzą dynamiczną ekspansję i wpływają na kolejne lokalne ekosystemy.