Ojciec poległego żołnierza z USA zaprzecza słowom Hegsetha
Pete Hegseth i Donald Trump spotkali się w środę z rodzinami sześciu żołnierzy poległych w wyniku operacji przeciwko Iranowi. - Dokończcie to. Uhonorujcie ich poświęcenie. Nie wahajcie się. Nie zatrzymujcie się - miał usłyszeć od nich sekretarz obrony. Jednak relacje innych świadków spotkania przeczą tej wersji.
Sekretarz obrony Pete Hegseth i prezydent Donald Trump spotkali się w środę z rodzinami sześciu żołnierzy, którzy zginęli w wojnie z Iranem w bazie w Dover (stan Delaware). W czwartek przekazał z kolei, jakie słowa usłyszał od rodzin poległych.
"Powiedzieli: ‘Dokończcie to. Uhonorujcie ich poświęcenie. Nie wahajcie się. Nie zatrzymujcie się, dopóki zadanie nie zostanie wykonane’" - stwierdził Hegseth, cytowany przez NBC News.
Jak podaje amerykańska stacja, relacje innych świadków spotkania są inne, niż wskazują na to słowa sekretarza obrony. Charles Simmons, ojciec sierż. sztab. Tylera H. Simmonsa, który zginął z piątką innych żołnierzy w wyniku katastrofy samolotu tankującego KC-135 Stratotanker, zupełnie inaczej zapamiętał rozmowę z Hegsethem. - Nie mogę wypowiadać się w imieniu innych rodzin. Kiedy rozmawiał ze mną, to nie był temat naszej rozmowy - stwierdził Simmons.
Ojciec poległego żołnierza rozmawiał osobno z Hegsethem i prezydentem Donaldem Trumpem w Dover. Jak zaznacza, był wdzięczny za serdeczność, jaką okazali mu obaj politycy. Tematem rozmowy z sekretarzem stanu miała być dotychczasowa kariera wojskowa Tylera. - Rozumiem, że podejmowanie takich decyzji wiąże się z dużym ryzykiem i mam nadzieję, że podejmowane decyzje są konieczne - powiedział ojciec żołnierza Hegsethowi. Simmons dodał w rozmowie z NBC, że nie mówił nic o potrzebie kontynuowania wojny. - Nie powiedziałem nic w tym stylu - twierdzi rozmówca NBC News.
Charles Simmons przyznał, że rozmawiał ze swoim jedynym synem dzień przed tragiczną katastrofą samolotu. Tyler powiedział mu, że go kocha. Mówił także, co usłyszał od syna na temat samej misji. "Tato, nie mogę podać szczegółów, ale gdyby cywile wiedzieli to, co my wiemy, krytyka by ustała" - miał powiedzieć przed śmiercią żołnierz. Simmons odsłonił także kulisy spotkania z Trumpem.
- Złożył mi kondolencje jak ojciec ojcu i przekazał, jak trudne jest podejmowanie decyzji o narażaniu dzieci innych rodziców - mówił o rozmowie z prezydentem Charles Simmons. Prezydent USA miał go ciepło przywitać, objąć i patrzeć mu prosto w oczy. Sytuacja miała odbiegać od wizerunku Trumpa na zewnątrz. - Powiedziałem mu też, że Tyler był moim jedynym synem. I było widać emocje na jego twarzy. Myślę, że takich rzeczy nie da się udawać - dodał Simmons.
Relacja Hegsetha ze spotkania jest zbieżna z tą, jaką prezentował Trump. Prezydent USA także twierdził, że usłyszał od rodzin następujące słowa: "Proszę, dokończcie zadanie". Urzędnik, który miał być na spotkaniu z bliskimi poległych, powiedział anonimowo NBC, że nie słyszał, aby ktokolwiek z nich mówił o "dokończeniu zadania" w Iranie.
W spotkaniu z rodzinami uczestniczył także kongresmen demokratów, Eugene Vindman. Nie słyszał on bezpośrednich rozmów z Trumpem, jednak wyraził wątpliwość, czy rodziny poległych byłyby w stanie mówić cokolwiek o dokończeniu misji w Iranie. - Te rodziny przeżywają straszną, tragiczną stratę. Próbują jeszcze zrozumieć, co ta strata dla nich oznacza: utratę męża, ojca, żony. Nie myślą o misji - uważa kongresmen.
Katastrofa samolotu KC-135 zwiększyła liczbę ofiar śmiertelnych wśród amerykańskich żołnierzy w ramach operacji "Epicka Furia" do co najmniej 13. Około 200 amerykańskich żołnierzy zostało rannych, w tym 10 ciężko.