Obok takich sytuacji trudno jest przejść obojętnie. Na początku lipca w Dębicy zarejestrowano materiał ukazujący skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie dorosłego (najprawdopodobniej ojca), który miał pod opieką dwójkę dzieci. Wszyscy jechali rowerami po ulicy. A powinni chodnikiem. Teraz pokazaliśmy materiał policjantowi z wieloletnim doświadczeniem.
Zgodnie z przepisami, dziecko do 10. roku życia jest traktowane jako osoba piesza i powinno jechać po chodniku pod opieką osoby, która też jedzie chodnikiem. W tej sytuacji mamy do czynienia z dwójką maluchów. Te dzieci absolutnie nie powinny jechać po jezdni, tylko po chodniku, pod opieką ojca lub osoby, która z nimi była. To nie jest tylko rażące naruszenie przepisów ruchu drogowego, ale przede wszystkim skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie. Naraża to te dzieciaki na duże niebezpieczeństwo - ocenia w rozmowie z o2.pl mł. insp. Wojciech Pasieczny, były policjant.
Podkreśla jednocześnie, że takie zachowanie jest "absolutnie niedopuszczalne". - Ustawodawca po to pozwolił jechać w takiej sytuacji po chodniku, żeby było bezpieczniej. Zachowania dzieciaków są nieprzewidywalne. Dziecko może stracić równowagę, wywrócić się pod nadjeżdżający samochód i dojdzie do tragedii. Nie wiem, co temu mężczyźnie strzeliło do głowy. Miał do dyspozycji szeroki chodnik, mógł jechać spokojnie i bezpiecznie, a wybrał jezdnię - kontynuuje.
"Policja często nie reaguje"
Zachowania rowerzystów regularnie wywołują sporo emocji. Czy - według byłego policjanta - ich kultura jazdy poprawia się?
Nie jestem zwolennikiem uogólnień, bo jak w każdej grupie - czy to zawodowej, społecznej, czy motoryzacyjnej - są różni ludzie. Są rowerzyści, którzy wprawdzie jeżdżą po chodnikach, ale szanują i respektują prawa pieszych. Są jednak i tacy, którzy uważają, że chodnik jest wyłącznie dla nich. Niedawno szliśmy z żoną, gdy nadjechało dwoje rowerzystów, krzycząc: "Uwaga, uwaga, uwaga!". Rowerzysta nie miał nawet dzwonka. Oznacza to, że jego rower był w ogóle niedopuszczony do ruchu, bo nie spełniał warunków technicznych - brakowało w nim możliwości zasygnalizowania niebezpieczeństwa. Na chodniki wjeżdżają ludzie najróżniejszym sprzętem: od małych składaków po szosowe rowery, które rozwijają bardzo duże prędkości, nie mówiąc już o rowerach elektrycznych - zaznacza.
Zwraca również uwagę na to, że brakuje odpowiednich reakcji służb.
Mnie z kolei irytuje fakt, że policja często na to nie reaguje. Byłem kiedyś świadkiem sytuacji, w której dwóch rowerzystów przejechało po przejściu dla pieszych. Akurat czekaliśmy na zielone światło. Nawet zwróciłem im uwagę, pytając, czy panowie zamierzają rowery przeprowadzić. Spojrzeli na mnie i po prostu przejechali. Obok stało trzech policjantów, którzy legitymowali jednego bezdomnego. Zapytałem ich, dlaczego nie reagują. Usłyszałem odpowiedź: "bo mamy inne czynności". Zapytałem więc, czy we trzech muszą legitymować jednego bezdomnego, który grzecznie stoi... -dodaje nasz rozmówca.
Jednocześnie zwraca uwagę na to, że kierowcy również święci nie są. - Żeby jednak nakreślić pełny obraz, w drugą stronę też mamy do czynienia z nieodpowiednimi zachowaniami ze strony kierowców. Widziałem kiedyś, jak na ścieżce rowerowej w Warszawie stał zaparkowany samochód z... rowerami na dachu. To już w ogóle jakiś absurd - podsumowuje.