Jak podaje "Bild", na początku czerwca serbskie siły specjalne zatrzymały na granicy serbsko-węgierskiej dwóch mężczyzn, podejrzewanych o działanie na rzecz rosyjskiego wywiadu. Sabotażyści mieli planować przeprowadzenie zamachu bombowego na zakład przemysłu zbrojeniowego w Niemczech. W bagażniku ich pojazdu znaleziono ładunek wybuchowy.
"Bild" podaje, że celem rosyjskiego ataku miał być obiekt przedsiębiorstwo odgrywające istotną rolę we wspieraniu Ukrainy. Nie ujawniono, o którą firmę ani o jaki zakład chodzi. Takich obiektów w Niemczech jest co najmniej kilka. Obecnie służby pracują nad wyjaśnieniem sprawy.
Zatrzymani mężczyźni są określani mianem "jednorazowych agentów". To osoby werbowane przez rosyjskie służby do jednorazowych akcji sabotażowych. Ich celem jest zazwyczaj infrastruktura krytyczna, wojskowa lub transportowa. Niemieckie media podkreślają, że nawet w przypadku zatrzymania bardzo trudno jest dotrzeć do bezpośrednich zleceniodawców. Federalny Urząd Ochrony Konstytucji, czyli niemiecki kontrwywiad, miał poinformować sojusznicze agencje o zatrzymaniu w Serbii.
Niemcy na celowniku Rosji
Przypomnijmy, że to nie pierwszy raz, kiedy Rosjanie planują uderzenie w Niemczech. Służby rosyjskie szykowały m.in. zamach na Armina Pappergera, szefa koncernu zbrojeniowego Rheinmetall. Atak miał zostać udaremniony przez amerykański wywiad. Pojawiały się też doniesienia, jakoby Rosjanie byli zamieszani w ataki terrorystyczne na terenie Niemiec, m.in. w Mannheim i Monachium. Stacja ZDF informowała, że w sieci znaleziono ślady aktywności wskazujące na ten trop.
W maju tego roku niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało, że rosyjskie służby wykorzystują do działań sabotażowych zorganizowane grupy przestępcze. Poseł Zielonych Marcel Emmerich powiedział w rozmowie ze "Spieglem", że powiązania między państwem rosyjskim a przestępczością zorganizowaną stanowią "poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Niemiec".