Pijany wjechał w ludzi. Sąd odmówił aresztu

Dramatyczne sceny w Skęczniewie (woj. wielkopolskie). Pijany kierowca wjechał w grupę osób pomagających rodzinie z dziećmi po tym, jak ich samochód wypadł do rowu. Prokuratura domagała się tymczasowego aresztu dla 41-latka, jednak sąd nie przychylił się do tego wniosku. Mężczyzna pozostaje na wolności, a śledczy zapowiadają złożenie zażalenia. Sprawą zajęli się dziennikarze TVN Uwaga.

.Pijany wjechał w ludzi. Sąd odmówił aresztu
Źródło zdjęć: © Facebook, GOV.PL. | TVN Uwaga
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Kierowca miał ponad trzy promile alkoholu. Prokuratura postawiła mu zarzut spowodowania wypadku pod wpływem alkoholu z ciężkimi obrażeniami.
  • 24-letni Kacper doznał rozległych obrażeń mózgu i nie odzyskał przytomności. Ranny został też jego przyjaciel Bartek.
  • Sąd nie uwzględnił wniosku o areszt, a prokurator złożył zażalenie.

Samochód, którym jechała pani Marta z rodziną, wypadł z drogi i wjechał do przydrożnego rowu. Jak relacjonowano w programie TVN Uwaga kierująca próbowała ominąć sarnę, która nagle wbiegła na jezdnię.

Chwilę później przy uszkodzonym aucie zaczęli zatrzymywać się kolejni kierowcy, by pomóc rodzinie z dziećmizabezpieczyć miejsce zdarzenia.

Świadkowie relacjonują, że auta miały włączone światła awaryjne, a na drodze ustawiono trójkąty ostrzegawcze. Wtedy z naprzeciwka nadjechał kolejny samochód z dużą prędkością. Kierowca nie skręcił na skrzyżowaniu i uderzył w osoby stojące na poboczu.

"Katastrofy w duecie" - zwiastun filmu

Pani Joanna opowiadała, że próbowała ostrzec innych i zatrzymać kierowcę światłem z telefonu. - Zobaczyłam auto jadące z bardzo dużą prędkością. Zaczęłam krzyczeć, żeby uciekać. Machałam kierowcy, miałam w ręku latarkę w telefonie, ale to nic nie pomogło - mówiła.

Pani Marta zwraca uwagę, że sytuacja mogła zakończyć się jeszcze większą tragedią. Jak podkreśla, rozpędzony samochód przeleciał nad głębokim rowem, co sprawiło, że nie wpadł do niego i pojechał dalej.

Najciężej ranny został 24-letni Kacper, który po wypadku trafił do szpitala. Mężczyzna doznał rozległych obrażeń głowy, w tym obrzęku mózgu, krwiaka, złamań kości w okolicy zatok oraz stłuczenia płuc. Do tej pory nie odzyskał przytomności. Bliscy podkreślają, że zatrzymał się przy drodze tylko dlatego, że chciał pomóc poszkodowanej rodzinie.

Pamiętam osoby, które do mnie podbiegły i przeniosły mnie bliżej pojazdów. Był krzyk, chaos. Z tego, co pamiętam, to Kacper poleciał przez środek tego auta, a mnie uderzył bok tego auta - mówił Bartek.

Na miejscu natychmiast wezwano pogotowie ratunkowe. Bliscy poszkodowanych relacjonują, że od początku było jasne, iż 24-letni Kacper odniósł bardzo ciężkie obrażenia, a jego przyjaciel Bartek zaczął mieć drgawki. Świadkowie mówią, że na miejscu było bardzo dużo krwi.

Według ich relacji kierowca nie próbował hamować, a po wjechaniu na łąkę miał jeszcze dodać gazu i próbować uciec z miejsca zdarzenia. Ostatecznie został jednak obezwładniony przez osoby, które wcześniej zatrzymały się, by pomóc rodzinie po wypadku.

On był perfidny, jakby to nic go nie ruszyło - oburzała się pani Joanna.

Ponad trzy promile. Sąd: brak podstaw do izolacji

Jak ustalili śledczy, sprawca wracał z imprezy i miał ponad trzy promile alkoholu w organizmie. Prokuratura postawiła mu zarzut spowodowania wypadku pod wpływem alkoholu, w którym kilka osób zostało rannych, w tym jedna odniosła ciężkie obrażenia. Śledczy biorą jednak pod uwagę zmianę kwalifikacji prawnej na spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym.

Z ustaleń prokuratury wynika, że podejrzany tłumaczył, iż podczas jazdy zasnął lub na chwilę zamknął oczy, przez co nie wyhamował przed skrzyżowaniem i wjechał w grupę ludzi.

Sędzia Karolina Przybylska wyjaśniła, że po analizie zgromadzonego materiału dowodowego nie znalazła podstaw do zastosowania tymczasowego aresztu. Jak wskazała, z zeznań świadków tylko jedna osoba uznała zachowanie podejrzanego za próbę ucieczki z miejsca zdarzenia. W ocenie sądu zgromadzone dowody nie były wystarczające, aby zastosować wobec mężczyzny środek izolacyjny.

Ten facet wjechał w nas jakby z premedytacją, wszyscy mogliśmy zginąć i taki człowiek wychodzi na wolność? - oburzają się pani Joanna i pan Józef.

Z decyzją sądu nie zgodził się prokurator, który złożył zażalenie. Podejrzany ma 45 lat, nie był wcześniej karany za jazdę pod wpływem alkoholu, a według informacji z reportażu ma na koncie mandaty za przekroczenia prędkości. Kierowcy grozi do 16 lat pozbawienia wolności; po wypadku zatrzymano mu prawo jazdy.

Mieszkańcy okolicy opowiadają, że podejrzany od pewnego czasu zachowywał się nietypowo. Według ich relacji miał zrezygnować z pracy, tłumacząc to złym stanem technicznym służbowego samochodu, jednak osoby z jego otoczenia nie dają temu wiary.

Twierdzą również, że często bez celu jeździł nocami po okolicy. Sam mężczyzna utrzymuje, że chciał ominąć miejsce zdarzenia, ale został zdezorientowany sytuacją na drodze. Przyznał też, że przed jazdą wypił na imprezie kilka drinków.

Najciężej poszkodowany 24-letni Kacper wciąż przebywa w szpitalu. Mężczyzna od dwóch lat służy w policji, a wcześniej przez wiele lat działał jako strażak ochotnik.

Wybrane dla Ciebie